Witaj Gościu!

Zaloguj
Zarejestruj
Książki w koszyku

Twój koszyk jest pusty
STRONA GŁÓWNA O NAS JAK KUPOWAĆ KONTAKT KLUB CZYTELNIKA 0
ZNAJDŹ KSIĄŻKĘ LUB AUTORA








 



PROZA, POEZJA, ESEJ, LITERATURA FAKTU

Justyna Wojteczek, Wiesław Jędrzejczak
Pozytywista do szpiku kości
Cena: 39.90 PLN
Ilość stron: 248
Oprawa: miękka, skrzydełka
Format: 135x210 mm
Rok wydania: 2017
ISBN: 978-83-65068-35-4
  
Kup na prezent

Kilka słów o...
Premiera: 2.06.2017

Kim dla lekarza jest umierający pacjent i jak zdobyć jego zaufanie? Dlaczego, aby prowadzić badania na myszach, trzeba kochać zwierzęta? Jak zachować dystans do polityki, będąc lekarzem wojskowym? Profesor Wiesław W. Jędrzejczak, znany i ceniony hematolog, nikomu do tej pory nie opowiadał tak szczegółowo o swoim życiu, kontaktach z kontrwywiadem wojskowym, zawodowych rozterkach i sukcesach. Bardzo podoba mi się w tej książce szczerość, z jaką o tym wszystkim mówi. Jest rzeczowy, odsłaniając nieznane kulisy pobytu w Stanach Zjednoczonych, a jednocześnie dobroduszny, gdy zwierza się ze swoich kontaktów z chorymi. „Mam zawód, który polega między innymi na tym, że muszę się konfrontować z nieszczęściem” – wyznaje. To uodparnia – na przeciwności losu, ludzką zawiść, porażki leczenia. A nam pokazuje medycynę znów w aureoli posłannictwa
i powołania.

Paweł Walewski, publicysta „POLITYKI”

Profesor Wiesław W. Jędrzejczak nie wymaga szczegółowego przedstawienia. Jest postacią powszechnie znaną, a sama książka to znakomicie napisany barwny życiorys z bogatym komentarzem jego bohatera. Stanowi ona dla mnie zapis niezłomności i cywilnej odwagi Mistrza, którego mam zaszczyt znać od 1977 roku.

Wiem, że to jedna z  najdłuższych znajomości mojego życia. Mamy za  sobą trudne i  wspaniałe, burzliwe, przeciągające się do rana dyskusje, gdy – podejmując się pionierskich metod leczenia – stawaliśmy przed problemami nie tylko technicznymi i medycznymi, ale i naprzeciw niechętnemu zmianom otoczeniu. Mieliśmy chwile zwątpienia, nieraz rozterki natury moralnej i etycznej, a przeciwności wydawały się nie do pokonania. Pomagała nam w  takich momentach zbudowana przez Profesora wiara, że warto, że tylko nauka weryfikuje sens naszej pracy.

Nasze zawodowe drogi się rozeszły, jak z większością ówczesnych współpracowników. Dojrzewaliśmy, budowaliśmy swą niezależność, ale w pamięci pozostał niezwykły czas i świadomość wyjątkowej, twórczej, a także szalonej pracy dzięki obcowaniu z profesorem Jędrzejczakiem.

Kilka dni temu widziałem Wiesława w telewizji i wiem, że Jego życie toczy się dalej. 


Profesor Cezary Szczylik
 

***

Profesor Wiesław W. Jędrzejczak (ur. w 1947 roku w Gdyni) jest specjalistą w dziedzinach: chorób wewnętrznych, hematologii, onkologii klinicznej, transplantologii klinicznej. Kieruje Katedrą i Kliniką Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Centralnego Szpitala Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, pełni obowiązki krajowego konsultanta w dziedzinie hematologii. Jest emerytowanym pułkownikiem. W 1982 roku odkrył chorobę braku cytokiny krwiotwórczej. W 1984 roku, wraz z zespołem lekarzy z Wojskowej Akademii Medycznej, przeprowadził pierwszy
w Polsce udany przeszczep szpiku kostnego od dawcy rodzinnego. Autor lub współautor trzydziestu książek oraz ponad trzystu prac naukowych. W 1993 roku otrzymał Nagrodę Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w dziedzinie nauk biologicznych i medycznych, a w roku 2003 Medal Jędrzeja Śniadeckiego Polskiej Akademii Nauk. Jest powtórnie żonaty i ma dwóch synów. Wolny czas wypełnia mu odnawianie starych mebli i pisanie felietonów.

Justyna Wojteczek, dziennikarka Polskiej Agencji Prasowej, od ponad 20 lat zajmująca się przede wszystkim kwestiami opieki zdrowotnej. Współtwórczyni i pierwsza redaktor naczelna „Medical Tribune” – periodyku dla lekarzy. Pracowała też w „Gazecie Prawnej”, wydawnictwie Termedia, współpracowała z wydawnictwem Medycyna Praktyczna, była rzeczniczką Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ostatnio w PAP prowadzi Serwis Zdrowie finansowany z Narodowego Programu Zdrowia.

***

Zobacz  na YouTube jak powstawała książka.

Fragment/Recenzja:
 


 

Qultura słowa
Autorka Justyna Gul
 

Stefan Żeromski, o jednym ze swoich bohaterów napisał w „Dziennikach”, że to „romantyk realizmu, chybiony pozytywista i dzisiejszy Hamlet”. Chodziło oczywiście o Tomasza Judyma z powieści pt.: „Ludzie bezdomni”. To wewnętrznie skomplikowana postać, która posiadała cechy charakterystyczne zarówno dla epoki romantyzmu, jak samotna walka przeciwko niesprawiedliwości całego świata i postawa prometejska, jak i dla epoki pozytywizmu, ze swoimi ideami pracy u podstaw i bezinteresownym dążeniem do poprawy warunków życiowych najuboższych. 

Wydawałoby się, że współcześnie, trudno jest szukać takich altruistów, ludzi kierujących się w działaniu wzniosłymi ideami, a jednocześnie na tyle twardych i stanowczych, by odnaleźć się we współczesnym, skomplikowanym i upolitycznionym świecie. Okazuje się jednak, że istnieją takie pojedyncze jednostki, które całym swoim życiem dają wyraz wyznawanym wartościom, które konsekwentnie dążą do celu, zauważając jednak ludzi na swojej drodze. Co więcej, nie tylko zauważając, ale i ratując im życie. Mowa tu o Wiesławie Jędrzejczaku, polskim lekarzu, specjaliście chorób wewnętrznych, onkologu klinicznym, hematologu, transplantologu, laureacie nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, a przy tym człowieku skromnym, który docenia wartość życia każdego człowieka.

O tej wybitnej postaci, której dziesiątki ludzi zawdzięczają życie, a przynajmniej kolejne jego miesiące, możemy przeczytać w fascynującej książce, opublikowanej nakładem Wydawnictwa Studio Emka. Ten wywiad-rzeka, przeprowadzony przez Justynę Wojteczek, dziennikarkę PAP, pt. „Pozytywista do szpiku kości”, to pozycja, po którą sięgnąć powinni lekarze wszystkich specjalności, ale również wszystkie osoby, które cenią sobie interesujących ludzi, pełnych wiary w wyznawane wartości i – pomimo różnych pokus – wciąż postępujących według składanej Przysięgi Hipokratesa.

Na kartach książki poznajemy przeszłość Wiesława Jędrzejczaka i zdarzenia, które uczyniły go jednym z najbardziej znanych i rozpoznawanych ludzi medycyny. Czytamy o rodzinnych domu profesora, o wyborze kierunku studiów, o występach w studenckim teatrze, pierwszych przeszczepach, które stały się pomysłem na zawodowy rozwój, o stypendiach w USA (w wyjeździe na trzecie przeszkodził stan wojenny), a także o procedurze pobrania, przekazania oraz wszczepienia szpiku, która trenowana była … na misiu. Dowiadujemy się, w jaki sposób poszukiwani byli pacjenci do pierwszych przeszczepów, jak przed laty, a jak obecnie wyglądają warunki do przeszczepu, a także o serii porażek, zakończonych zgonem pacjentów. Niezwykle trudnym tematem jest poruszony w rozmowie wątek polityczny i wydarzenia marcowe, z kolei zaskakującym – okres służby wojskowej, bowiem Jędrzejczak był pierwszym oficerem Ludowego Wojska Polskiego, który pojechał na stypendium naukowe do USA. Czytamy też o powrocie do Polski z planami otwarcia ośrodka przeszczepiania szpiku.

To zaledwie kilka z wielu tematów poruszonych w książce, która co prawda koncentruje się na kwestiach związanych z medycyną, przeszczepami i zawodową drogą profesora, ale nie omija również wydarzeń, które ukształtowały go zarówno jako lekarza, jak i człowieka. Tak powstał fascynujący portret osoby, z której powinno się brać przykład, która swoją determinacją, a jednocześnie łagodnością i wielkim sercem trwale zapisała się w pamięci wielu ludzi, nierzadko mając bezpośredni wpływ na to, że wciąż są wśród żywych.



 
Paweł Walewski w artykule „Cena sukcesu” pisze między innymi o prof. Wiesławie Jędrzejczaku „Pozytywiście do szpiku kości”, POLTYKA nr 34
Fragment recenzji

Amerykańskie doświadczenia
Dla prof. Jędrzejczaka, którego publikacje zaczęły się z czasem ukazywać w najpoważniejszych czasopismach naukowych wyjazd za żelazną kurtynę miał być szansą na kontynuowanie pracy naukowej. Z lekarskim dyplomem Wojskowej Akademii Medycznej był pierwszym oficerem Ludowego Wojska Polskiego, który w latach 70. pojechał na stypendium do ośrodka badawczego Marynarki Wojennej USA.

Zatrudniony tam został jako pracownik cywilny, ale z uposażeniem oficerskim, gdyż Amerykanie respektowali jego polski stopień wojskowy. Z ochroną kontrwywiadowczą rzecz jasna, był nawet dopuszczony do kilku amerykańskich tajemnic. Badania, które prowadził, okazały się tak obiecujące o dobrze wykonane, że powoli stawał się najbardziej uznanym ekspertem od genetyki układu krwiotwórczego, zaoferowano mu nawet kierowanie zespołem przeszczepiania szpiku oraz szefostwo Laboratorium Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Infekcyjnych Stanów Zjednoczonych (ofertę tę uważa do dziś za najlepszą, jaką złożono mu kiedykolwiek, gdyż kierowałby placówką z niemal nieograniczonymi funduszami na badania, zajmującą się immunologią w skali całego świata).

Ale zanim wyjechał do USA, było stypendium w Londynie u immunologa prof. Ivana Roitta. Na ten wyjazd dostał od wojska trzy i pół funta diety, które rozeszły się, zanim dojechał do hotelu.

Dla kogoś, kto urodził się po 1990 r. i nie może pamiętać, jak zza żelaznej kurtyny wyjeżdżało się kiedyś na Zachód – a więc, ile ambarasu było z załatwieniem paszportu, wszelkich zgód i biletów, a potem jakie wrażenia towarzyszyły zetknięciu z zachodnią cywilizacją – te perypetie profesora są jak scenariusz do filmu science fiction. Co najbardziej uderzyło go w Ameryce? Otóż praca w tamtejszych laboratoriach uświadomiła mu po raz pierwszy, iż nauka to nie jedynie myślenie, ale rozmowa i weryfikacja hipotez.

To ciekawe, jak te z pozoru banalne doświadczenia uformowały ich na przyszłe lata pracy po powrocie do Polski. Prof. Jędrzejczak do dzisiaj bowiem uchodzi za szefa, który chętnie wspiera kształcenie młodych lekarzy. Gdy tworzył zespół, z którym przeprowadził pierwszą w naszym kraju transplantację szpiku, otoczył się ludźmi, o których dbał i przed którymi stawiał niebanalne wyzwania.

U prof. Jędrzejczaka, który po zagranicznym stażu doprowadził w warszawskim Centralnym Szpitalu Wojskowym do pierwszego przeszczepu szpiku w Polsce, sprawy potoczyły się źle. W 1987 r. jego zespół niemal z dnia na dzień rozwiązano i zamiast kontynuować pracę kliniczną, musiał zadowolić się prowadzeniem zakładu immunologii. „Mam poczucie, że zakazując kontynuowania przeszczepów, wyrwano mi dekadę z życiorysu. Przykro myśleć, że przez ten czas można było uratować kilkudziesięciu ludzi”. Wrócił do transplantacji dopiero po objęciu stanowiska kliniki hematologii w Akademii Medycznej w 1998 r., gdzie znów rok zabrało uruchamianie ośrodka, który nie był przygotowany do tego typu zabiegów.

Mimo tych różnych życiowych komplikacji lekturę książki „Pozytywista do szpiku kości” można zaliczyć do bardzo optymistycznej. Bez wątpienia jej bohater jest zadowolony i dumny ze swojego życia. Plany, jakie wciąż snuje, są najlepszym dowodem, że z jego temperamentu oraz aktywności będziemy mogli jeszcze długo korzystać. Zwłaszcza dla młodych naukowców do dobry przykład, by nigdy nie rezygnowali z ambitnych zamiarów.



 
Autorka Anna Leszkowska
Jest to wywiad-rzeka, jaki przeprowadziła z Profesorem Justyna Wojteczek, przedstawiając w nim nie tylko jego drogę zawodową, ale i mocno z nią związane losy osobiste, i poglądy profesora na zagadnienia etyczne i moralne, z jakimi mocuje się każdy lekarz, a zwłaszcza lekarz-naukowiec. Jest to więc także rozmowa o sprawach fundamentalnych - stosunku do życia, choroby i śmierci.

Książka ta – jak rzadko która – pokazuje też jak okoliczności zewnętrzne, wydarzenia historyczne, mogą pokrzyżować plany życiowe jednostki wybitnej i w jakimś stopniu zniszczyć, a przynajmniej utrudnić rozwój kariery zawodowej.
Jest to także dokument obrazujący determinację naukowca w dążeniu do założonego celu, pioniera leczenia białaczek metodą przeszczepu szpiku kostnego, któremu - jak każdemu pionierowi – wbito sporo strzał w plecy. To, że go nie zniszczyły zawdzięcza nie tylko swoim przymiotom charakteru, niezłomności i bezkompromisowości, ale i wykształceniu w wojskowej uczelni. Bo lekarz wojskowy musi być przygotowany do pracy podczas wojny i ewentualne rany.

Tym, co zwraca szczególną uwagę w wypowiedziach bohatera książki to wielka szczerość, bezinteresowność i uczciwość powiązana z równie wielką empatią, zrozumieniem drugiego człowieka, zwłaszcza chorego. I równie wielka odpowiedzialność za jego los, choćby próby jego ratowania miały małe szanse na sukces.

Ale Profesor Jędrzejczak ma jeszcze jedną – bardzo rzadko spotykaną cechę – odwagę cywilną, która to zaleta, wielka, niestety, przysparza na ogół kłopotów. A tych Profesorowi nie brakowało i nie brakuje, zwłaszcza że leczenie i praca naukowa oraz dydaktyczna nie są jedynymi polami jego działalności. Jest typem lekarza – społecznika, angażującego się w działania społecznie ważne, potrzebne i przynoszące korzyści zarówno pacjentom, jak i służbie zdrowia. To, że ta nasza służba zdrowia nie zawsze to docenia, to już inna sprawa.

Doceniła za to Jego osiągnięcia Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, przyznając Profesorowi w 1993 roku nagrodę (tzw. polskiego Nobla) w dziedzinie nauk biologicznych i medycznych, oraz Polska Akademia Nauk, honorując Go w 1993 roku Medalem Jędrzeja Śniadeckiego.

A przecież pozostaje jeszcze do zauważenia i nagrodzenia „poboczna” ponoć działalność Profesora – publicystyczna. Jej beneficjentem przez wiele lat były Sprawy Nauki, w których miesiąc w miesiąc prof. Jędrzejczak zamieszczał swoje znakomite felietony, odnoszące się zarówno do organizacji badań w Polsce, szkolnictwa wyższego, jak i wydarzeń bieżących, także politycznych, jak na temperamentnego felietonistę przystało. Felietony, które nie tylko cieszyły się wielką poczytnością, ale i prowokowały polemiki, których autor nie unikał.
Jeśli wziąć pod uwagę, że felieton jest jednym z najtrudniejszych gatunków dziennikarskich (wymaga dużej wiedzy, umiejętności kojarzenia, puentowania i dyscypliny myślenia), to widać, że Profesor Jędrzejczak dostał od losu nie tylko talent naukowy, ale i sporo innych, i żadnego z nich nie zaprzepaścił.



 
Autorka Katarzyna Kubiak

Zachwycamy się gwiazdami i celebrytami, a tuż obok nas żyją cisi bohaterowie, którzy codziennie ratują kolejne ludzkie istnienia. Może warto zwrócić uwagę właśnie na nich i dostrzec prawdziwy cud?
W momencie, gdy po raz pierwszy ujrzałam okładkę książki Justyny Wojteczek pod tytułem „Pozytywista do szpiku kości”, wiedziałam, że muszę mieć ją w swojej biblioteczce. Profesora Wiesława Jędrzejczaka (jak pewnie wielu z was) znałam głównie z ekranu telewizora, a jego postać była i jest mi szczególnie bliska z tego względu, iż hematologia w pewnym momencie życia przestała być dla mnie pusto brzmiącym słowem, a stała się w pewnym sensie nieodłącznym elementem codzienności. Wracając jednak do tematu – bardzo chciałam dowiedzieć się, jak wygląda życie tego lekarza poza salą operacyjną. Zazwyczaj skupiamy się na suchych medycznych faktach, zapominając, że za każdym sukcesem czy porażką kryją się ludzkie emocje, radość i ból, nadzieja i strach.

Książka Justyny Wojteczek w pewnym sensie zrzuca zasłonę, za którą do tej pory kryło się życie Prof. Wiesława Jędrzejczaka. Każdy z nas widział głównie to, co przekazywało nam szkiełko telewizora – poza tym doktor był tajemniczą postacią, o której wiemy stosunkowo mało (zbyt mało). Autorka przedstawia nam zapis rozmowy ze światowej sławy lekarzem, omawiając z nim nie tylko jego sukcesy i porażki, ale także dzieciństwo, czasy liceum, studiów oraz początki kariery, a nade wszystko trudności, na jakie natykał się, rozpoczynając swoją drogę ku pierwszym w Polsce przeszczepom szpiku. Jak się okazuje, to co przekazują nam media, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej – prawdziwy skarb kryje się pod powierzchnią. Dopiero cały obraz życia profesora pozwala na rzeczywiste docenienie jego zasług. Bez tej wiedzy zachwyt nad obecnymi sukcesami doktora jest tylko delikatnym cieniem prawdy.

Powiem szczerze, że nigdy nie patrzyłam na żadnego lekarza w taki sposób, jak teraz (po przeczytaniu książki) patrzę na prof. Wiesława Jędrzejczaka. Ta publikacja wywróciła mój światopogląd do góry nogami – czuję się tak, jakby z moich oczu spadły łuski, bo dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak wiele trzeba było, by hematologia w Polsce mogła rozwinąć skrzydła. Po drugie nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak czuje się lekarz w momencie, gdy traci pacjenta, mimo iż robił wszystko, by podtrzymać go przy życiu. Zawsze skupiałam się na tym, jakie emocje targają rodziną osoby zmarłej. Wszystko to wydaje się być oczywiste, ale jednak mało kto zwraca na to uwagę. Zapomnieliśmy o tym, że lekarz jest człowiekiem tak samo jak my i w momencie włożenia kitla nie wyzbywa się ludzkich uczuć. Myślę, że takie książki jak ta, są bardzo potrzebne, byśmy wreszcie zrozumieli, jak tak naprawdę wygląda świat medycyny.

Nie musicie interesować się hematologią, by sięgnąć po tę publikację. Justyna Wojteczek pokazuje nam świat lekarzy takim, jakim jest w rzeczywistości – bez wybielania i upiększania. Wejdźcie w tę, dotąd nieznaną, rzeczywistość i przekonajcie się, jak wiele zawdzięczamy naszym polskim, cichym bohaterom.



 
Lekarz-rewolucjonista, którego nienawidziły władze PRL
Autorka Dorota Romanowska

 
Był rewolucjonistą. Prof. Wiesław Jędrzejczak przeprowadził pierwsze w Polsce udane przeszczepy szpiku kostnego, które odmieniły losy chorych na schorzenia hematologiczne. Początkowo zabiegi te wcale nie przysporzyły mu jednak splendoru. Musiał zmierzyć się z niezadowoleniem władz PRL, którym nie w smak było szukać pieniędzy na kolejne zabiegi, a których coraz usilniej domagali się chorzy.
Musiał też stawić czoła zawistnym kolegom, którzy uważali, że przeszczepianie szpiku wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem dla pacjentów i że nie ma sensu prowadzić tego typu zabiegów w Polsce. Prof. Wiesław Jędrzejczak był jednak przekonany, że skoro ta metoda leczenia zdobywa coraz większe uznanie na świecie i przynosi coraz lepsze efekty terapeutyczne, to także u nas trzeba ją zacząć stosować. Nawet jeśli nie każdego chorego udaje się uratować. 

Był oskarżany, że zabija pacjentów chorych na raka, podając im cytostatyki. Nieprawidłowe postępowanie zarzucali mu przede wszystkim lekarze z Instytutu Onkologii.

Potem było jeszcze gorzej. Kilka zgonów pacjentów wystarczyło, by przypuścić atak na profesora – zarzucano mu błędy w sztuce medycznej i eksperymentowanie na ludziach. Był oskarżany, że zabija pacjentów chorych na raka, podając im cytostatyki. Nieprawidłowe postępowanie zarzucali mu przede wszystkim lekarze z Instytutu Onkologii, wiodącego wówczas w kraju ośrodka leczenia nowotworów, którzy uważali, że coraz większe dawki cytostatyków nie leczą, a jedynie narażają pacjentów na coraz bardziej uciążliwe i niebezpieczne działania niepożądane. Po latach okazało się, że ich zastrzeżenia były pozbawione naukowych podstaw. Dziś bowiem chorzy dostają rutynowo dużo większe niż wówczas dawki tych leków. Dzięki temu wielu udaje się przedłużyć życie.

O tych pierwszych pacjentach poddawanych przeszczepowi szpiku i leczonych cytostatykami, o trudnych warunkach, jakie wtedy panowały, i o problemach, jakie po latach z tego wynikły, opowiada profesor w wydanej właśnie książce „Wiesław Jędrzejczak. Pozytywista do szpiku kości”. „Nasz sukces nie był przez nikogo chciany. Byliśmy kłopotem dla naszych przełożonych. Nie pozwolono nam poinformować o tym opinii publicznej” - mówi profesor Justynie Wojteczek. W szczerej, pełnej emocji rozmowie tłumaczy jej też, dlaczego nie ugiął się pod ostrzałem krytyki, której nieraz padał ofiarą, i jak udało mu się uodpornić na przeciwności losu, ludzką zawiść i porażki leczenia. To pierwsza tego typu relacja o życiu prywatnym i zawodowym profesora Jędrzejczaka, jednego z najbardziej znanych i cenionych hematologów w Polsce. Lekarza tysięcy uratowanych pacjentów.




 
Autor Ryszard Golański
„Mam zawód, który polega między innymi na tym, że muszę konfrontować się z nieszczęściem”. To słowa Profesora Wiesława Jędrzejczaka, którego nie trzeba przedstawiać polskim lekarzom. Jest postacią powszechnie znaną i szanowaną.

Był także aktywny w samorządzie lekarskim podczas jego reaktywacji. Ze stron książki, której okładkę widzą Państwo obok, poznajemy Profesora, jakiego nie znaliśmy.

Justyna Wojteczek przeprowadziła z Profesorem wiele rozmów na bardzo różne tematy. Możemy poznać rodzinę, w tym dziadka, który był działaczem polskim w zaborze niemieckim i jednym z przywódców powstania na Pomorzu. Ojca, żołnierza wojny w roku 1939 i matkę, dyplomowaną księgową, której pasją było… szycie. Pod jej okiem Profesor nauczył się szyć spodnie.

Dla lekarza najważniejsze są oczywiście te fragmenty, które dotyczą działań, z których bohatera książki zna cała medyczna i nie tylko medyczna Polska – przeszczepiania szpiku. Była to idea bliska Profesorowi jeszcze przed studiami. W podaniu o przyjęcie na Wojskową Akademię Medyczną jako motywację podał: po studiach chcę się zająć przeszczepianiem szpiku. Inspiracją były działania Francuza, prof. Georgesa Mathe, przeszczepiającego szpik ofiarom awarii jądrowej w Jugosławii.

Nie brakowało w życiu Profesora momentów dramatycznych. Wspaniale rozwijająca się międzynarodowa kariera naukowa przerwana została wprowadzeniem stanu wojennego, dwukrotne rozwiązanie stworzonych przez niego zespołów transplantacji szpiku, publikacje prasowe związane ze śmiercią dwudziestojednoletniego pacjenta, który był leczony z powodu białaczki nową, eksperymentalną metodą – przeszczepieniem krwi pępowinowej od dwóch dawców. Istotą eksperymentu było to, że chory otrzymał dwie porcje krwi pępowinowej. Pacjent zmarł z powodu grzybicy mózgu.

W tym ostatnim przypadku prof. Jędrzejczak został ostatecznie oczyszczony ze wszystkich postawionych mu zarzutów. Dla mnie najbardziej interesującym fragmentem książki jest rozdział poświęcony przygotowaniom zespołu, kierowanego przez Profesora, do pierwszego przeszczepienia szpiku. Lata 1984-85. Czyta się ten rozdział prawie jak powieść sensacyjną. Własnoręcznie wykonywany, z pomocą „Pana Złotej Rączki”, sprzęt potrzebny do pobierania szpiku.

Ćwiczenia współpracy lekarzy, mających niebawem przeszczepiać szpik, na zabawkach. Pokonywanie najrozmaitszych przeszkód związanych z przygotowaniem miejsca transplantacji. Osobiste remontowanie przez lekarzy pomieszczeń przyszłej pracowni. Determinacja szefa i członków zespołu. Młodzi ludzie, także młodzi lekarze, mogą odnosić się do tej relacji z niedowierzaniem. Nie zmienia to faktu, że wszystkim, także osobom młodym, rekomenduję przeczytanie tej książki. Życiorys Pana Profesora Wiesława Jędrzejczaka udowadnia, że medycyna, zwłaszcza zaś nauka w medycynie, to zajęcie dla ludzi z powołaniem i pasją.



 
Profesor Wiesław Wiktor Jędrzejczak, jest specjalistą w dziedzinach chorób wewnętrznych, hematologii, onkologii klinicznej i transplantologii. W 1984 roku przeprowadził pierwszy w Polsce udany przeszczep szpiku kostnego od dawcy rodzinnego. Autor wielu książek i artykułów.

"Pozytywista do szpiku kości", to publikacja próbująca przybliżyć nam osobę profesora. W formie wywiadu-rzeki pan profesor zajmująco opowiada, nie tylko o medycynie, ale i o sobie. A jest niezwykle pozytywnym i sympatycznym człowiekiem. Bardzo miło się czyta takie publikacje. Mamy tu okazję poznać nie tylko osobę profesora ale i środowisko w którym pracuje, a także zaznajomić się możemy z mnóstwem ciekawostek i faktów.

Podsumowując, jeśli ktoś interesuje się medycyną i naukami pochodnymi, a ma awersję do suchych faktów, ta pozycja jest dla niego. Książkę wzbogacają liczne biało-czarne zdjęcia. Polecam do przeczytania.
http://krotkoacztresciwie.blogspot.com/2017/07/pozytywista-do-szpiku-kosci-wiesaw.html



 
Recenzja - pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com

Bardzo lubię czytać wywiady z niebanalnymi osobami, ich biografie, wspomnienia. W związku z tym ta książka od razu mnie zainteresowała. Wiesław Jędrzejczak jest bez wątpienia niezwykłą osobą, co udowadnia każde zdanie Pozytywisty do szpiku kości.
Jest on lekarzem hematologiem, onkologiem klinicznym i transplantologiem. To tyle suchego określenia specjalizacji bohatera.
To kim jest i czym zajmuje się profesor wprawiło mnie w wielkie zdumienie. To nie jest zwykły lekarz, czy badacz. To człowiek z misją, charyzmą, lekarz przez duże L z duszą i ciepłem dla pacjenta, którego dobro jest dla niego najważniejsze.
Profesor opowiada o swoim życiu, o tym, jak się ono potoczyło, o trudnych (czasami wbrew tragediom pacjentów śmiesznych sytuacjach), kolejnych etapach kariery, ale przede wszystkim o badaniach i trosce o pacjenta. Sporo miejsca poświęcone jest także temu co najtrudniejsze wg. profesora - odchodzeniu pacjentów i nieuniknionych rozmowach z chorymi i ich najbliźszymi.
Jeżeli mam być szczera, nie mam pojęcia, jak lekarze pokroju profesora Jędrzejczaka, czyli z duszą, nie wchłonięci przez chory system naszej opieki zdrowotnej, lekarze, którzy nadal pozostali ludźmi, potrafią powiedzieć choremu, że odchodzi, a rodzinie, że nie ma już szans.
Pozytywistę do szpiku kości (na marginesie, tytuł genialny) czyta się powoli, fragmentami. Książka porusza niezwykle trudne tematy. Każdy ma nadzieję, że jego taka choroba nigdy nie dotknie. Życie pokazuje, jak często nadzieje bywają złudne.
Jeżeli mnie lub odpukać kogoś z najbliższych dotknęłaby straszna choroba nowotworowa, chciałabym w tym nieszczęściu trafić do profesora Jędrzejczaka lub innego, podobnego mu charakterem i ogromem pozytywnego, pełnego zaangażowania podejścia do pacjenta.
Zachęcam do lektury książki. Wspaniała opowieść o mądrym, ludzkim człowieku. Bardzo potrzebna w tym coraz bardziej okrutnym, odhumanizowanym świecie, jaki nas otacza. Lektura uświadamia, ze są jeszcze prawdziwi ludzie, ale także, że warto cieszyć się każdą chwilą, nigdy nie wiadomo co okrutny los nam szykuje.


 
Eksperci: Mamy ogromny postęp w leczeniu nowotworów krwi
Autor: PAP

W leczeniu nowotworów krwi nastąpił ogromny postęp, jedynie w ostatnich 7 latach zarejestrowano w EU aż 21 nowych leków – mówi we wtorek (27 czerwca 2017) eksperci na konferencji naukowej „Kamienie milowe polskiej hematologii” w Warszawie.

Okazją do spotkania było wydanie książki „Pozytywista do szpiku kości”, w której Justynie Wojteczek z Polskiej Agencji Prasowej opowiada o sobie i rozwoju hematologii prof. Wiesław W. Jędrzejczak. Specjalista jest od wielu lat konsultantem krajowym w dziedzinie hematologii, kieruje katedrą i kliniką hematologii, onkologii i chorób wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Prof. Jędrzejczak jako młody lekarz z Warszawy wraz ze swym zespołem w listopadzie 1984 r. przeprowadził pierwszy w Polsce udany przeszczep szpiku kostnego. Był to drugi na świecie zabieg, jaki wykonano u osoby cierpiącej na chorobę Diamonda-Blackfana (wywołanej wrodzonym brakiem krwinek czerwonych).

W 1985 r. ten sam zespół lekarzy pod kierunkiem prof. Jędrzejczaka przeprowadził pierwsze w Polsce przeszczepienie szpiku autologicznego (przy użyciu własnych komórek chorego). Dopiero w 1997 r. prof. Jerzy Hołowiecki w Katedrze i Klinice Hematologii i Transplantacji Szpiku w Katowicach przeprowadził pierwszy w Polsce przeszczepu szpiku od dawcy niespokrewnionego (pochodzącego z Holandii). Zabieg ten przeprowadzono u Urszuli Jaworskiej, która była obecna na wtorkowej konferencji.

"Zachorowałam w 1994 r., przeszczep uratował mi życia, narodziłam się wtedy na nowo" – przypomniała Jaworska, która prowadzi fundację zajmującą się rejestrowaniem potencjalnych dawców szpiku kostnego oraz udzielaniem pomocy chorym ciepiącym na nowotwory krwi oraz inne schorzenia (np. stwardnienie rozsiane).

Prof. Jędrzejczak powiedział, że szybki postęp w hematologii zarówno w diagnostyce, jak i terapii nastąpił w znacznym stopniu dzięki temu, że krew jest tkanką łatwo dostępną. Bez większych trudności można ją pobrać i badać, takiej możliwości na ogół nie mają inne specjalności.
Specjalista przypomniał, że morfologia krwi pozwala wykryć na wczesnym etapie wiele nowotworów krwi, np. szpiczaka plazmocytowego. Prostym i nadal stosowanym badaniem jest OB (odczyn Biernackiego), wprowadzony do użycia przed prawie 120 laty, w 1898 r. Jest to wskaźnik opadu krwinek czerwonych w ciągu godziny.
W leczeniu schorzeń hematologicznych poza przeszczepami komórek krwiotwórczych wykorzystuje się głównie farmakoterapię. Z danych przedstawionych na konferencji wynika, że w latach 2010-2017 w leczeniu nowotworów krwi zarejestrowano aż 21 leków wykorzystywanych w 35 schorzeniach.

"W całej onkologii, w leczeniu nowotworów litych, nie ma takiego postępu jak w terapii chorób hematoonkologicznych" – powiedział dr Jakub Gierczyński z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego-PZH w Warszawie. Część leków zarejestrowanych w ostatnich latach jest dostępnych w Polsce dzięki refundacji Narodowego Funduszu Zdrowia, a kolejne mają wkrótce trafić na listy refundacyjne.

Leki stosowane w hematologii są jednak bardzo drogie. Prof. Maria Podolak-Dawidziak z Katedry i Kliniki Hematologii, Nowotworów krwi i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wyjaśniała, że jest to spowodowane wysokimi kosztami opracowania preparatów nowej generacji, jak i tym, że wiele schorzeń hematologicznych to choroby rzadkie, czyli takie, które zdarzają się u 5 osób na 10 tys. mieszkańców.

Do chorób rzadkich zaliczają się takie nowotwory krwi, jak białaczki szpikowa, limfatyczna i limfocytowa, chłoniaki nieziarnicze i szpiczak plazmocytowy, a także hemofilia. "Każdy nowotwór u dziecka jest chorobą rzadką" – dodał prezes Krajowego Forum na Rzecz Terapii Chorób Rzadkich Mirosław Zieliński.

Prof. Jędrzejczak podkreślił, że na nowotwory krwi chorują głównie osoby starsze, po 65. roku życia. "Obecnie największym naszym problemem jest to, że rozwierają się nożyce między potrzebami chorych a możliwościami opieki nad nimi. Spowodowane jest to tym, że liczba chorych wzrasta szybciej niż hematologów. Przybywa lekarzy tej specjalności, ale nie w takim tempie, jak pacjentów" - powiedział.

Specjalista wyjaśnił, że chorzy cierpiący na schorzenia hematologiczne żyją coraz dłużej - co sprawia, że też dłużej wymagają opieki medycznej i hospitalizacji. Niektórzy w trakcie choroby trafiają do szpitala od 40 do 50 razy. Często cierpią oni również na inne schorzenia, takie jak choroby sercowo-naczyniowe i cukrzyca, dlatego wymagają kompleksowego leczenia. Terminy przyjęć na oddziały hematologiczne są jednak coraz bardziej odległe.

"Chory nie zawsze może czekać na leczenie szpitalne. W hematologii największy problemem jest to, żeby każdemu udzielić pomocy w tym czasie kiedy on tego najbardziej wymaga" – podkreślił prof. Jędrzejczak.



 
www.rynekzdrowia.pl
Autorka Agata Szwedowicz (PAP)

Pierwszy lekarz w Polsce, który przeprowadził przeszczep szpiku, prof. Wiesław Jędrzejczak w wywiadzie rzece "Pozytywista do szpiku kości" przeprowadzonym przez Justynę Wojteczek mówi, że w pracy pomaga mu racjonalizm i nieuleganie emocjom.

Prof. Jędrzejczak kieruje Katedrą i Kliniką Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Centralnego Szpitala Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, pełni też obowiązki krajowego konsultanta w dziedzinie hematologii. W rozmowie z Justyną Wojteczek prof. Jędrzejczak opowiada o swoim życiu, nie omijając tematów delikatnych, jak jego wieloletnia współpraca z kontrwywiadem wojskowym.

Przyszły autorytet medyczny w szkole nie był prymusem, uchodził za zdolnego lenia. Świadectwa miewał trójkowe, ale przed maturą postanowił, że zakończy szkołę z lepszymi ocenami. W ciągu jednej nocy udało mu się opanować materiał z biologii. "To było pewnym przełomem, bo uwierzyłem w siebie" - wspomina prof. Jędrzejczak. Umiejętność szybkiego uczenia się wykorzystywał na studiach także dla sportu, zakładając się z kolegami, w jakim czasie jest w stanie przyswoić sobie dany materiał. 700-stronicowy podręcznik patofizjologii opanował w siedem dni.

Prof. Jędrzejczak nie ma w sobie fałszywej skromności, wie, że jest wiele wart i potrafi o tym mówić. "Miałem wszechstronne zainteresowania i uzdolnienia: humanistyczne, ścisłe, w naukach matematyczno-przyrodniczych, a także plastyczne i manualne" - wspomina czas, gdy wybierał kierunek studiów. Zdecydował się na medycynę na Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, którą ukończył z trzecią lokatą na roku. Na studiach miał przezwisko "Marines", bo był wysoki, szczupły, blady i godnie się nosił w mundurze.

Polityka wkroczyła w życie Jędrzejczaka w 1968 roku, kiedy miał 21 lat. Skoszarowani studenci wojskowych akademii nie brali udziału w wydarzeniach marcowych, Jędrzejczak wiedział jednak, co się stało, z rozmów telefonicznych z dziewczyną z Warszawy. Przechwycono jego list na ten temat do rodziców, wezwano na przesłuchanie. Groziło mu relegowanie z uczelni i wilczy bilet. Na którymś z kolejnych przesłuchań padła propozycja współpracy z kontrwywiadem wojskowym. "Muszę przyznać, że przystałem na to bez większego oporu" - wspomina Jędrzejczak. Kierował się poczuciem, że żyje w określonym systemie politycznym, służy w wojsku tego kraju i znalazł się w momencie życia, gdy od jednej decyzji zależy cała jego przyszłość.

Więcej http://www.rynekzdrowia.pl/Po-godzinach/Prof-Jedrzejczak-pozytywista-do-szpiku-kosci,173629,10.html

 
NOWOŚCI
ZAPOWIEDZI
Mądrość zwycięzców. Umysł wart miliony - Jim Stovall
PREMIERA 7.12.2017
 


 
WYDAWNICTWOLOGOWANIE DLA PARTNERóW


14703423

 
1996 - 2017 © Wydawnictwo Studio EMKA.  Wszelkie prawa zastrzeżone.  Nota prawna  Polityka prywatności i pliki cookie