Mój koszyk 0

Etykieta biznesu, czyli międzynarodowy język kurtuazji

  • Kamińska-Radomska Irena
  • Ilość stron: 212
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Format: 145 x 220
  • ISBN: 978-83-66142-55-8
  • Data wydania: 27.08.2020 r.
39,90 zł
- +

Opis

Książka dostępna od 27.08.2020 r. Wydanie drugie, poprawione i uzupełnione.

"W biznesie nie ma mężczyzn i kobiet. Są partnerzy, którzy powinni grać według tych samych zasad. Książka Ireny Kamińskiej-Radomskiej Etykieta biznesu jest instrukcją do równej gry".
Małgorzata Rozenek-Majdan

"Dr Irena Kamińska-Radomska od wielu lat jest dla mnie nieocenionym wsparciem w dziedzinie szeroko rozumianej etykiety. Niejeden raz telefonowałem do niej z pytaniami, jak się zachować w rozmaitych egzotycznych okolicznościach. Książka, którą trzymasz w ręku, stanowi fundament wiedzy na temat etykiety. Dobrze zrobisz, kupując to dzieło, szczególnie jeśli nie masz jeszcze numeru telefonu do Autorki".
Piotr Zielonka, profesor SGGW, kierownik studiów podyplomowych Psychologia Biznesu dla Menedżerów na Akademii Leona Koźmińskiego

"Etykieta biznesu, czyli międzynarodowy język kurtuazji to doskonały przewodnik dla wszystkich, którzy pragną w świadomy sposób funkcjonować w swoim otoczeniu zawodowym, zachowując spójność przekazu na każdym poziomie komunikacji".
Agata Tanter, redaktor naczelna LaMode.info

"Irena Kamińska-Radomska od ponad dwudziestu lat zmienia świat biznesu, w którym można grać fair, ale trzeba znać zasady. Etykieta biznesu jest nieocenionym kompendium tej wiedzy".
Filip Chajzer

***

Kiedy weszłam do studia radiowego, prowadzący audycję zapytał mnie, o czym dzisiaj będziemy rozmawiali. Odpowiedziałam: „O zupie”. Dziennikarz zdziwił się i dopytał: „Przez pół godziny?”.

Odpowiedziałam: jak zwykle nie zdążymy wyczerpać tematu.

Prowadzący jeszcze bardziej się zdziwił, ale było, jak przypuszczałam.

Nie dało się odpowiedzieć na wszystkie pytania słuchaczy związane z zupą. I oczywiście nie rozmawialiśmy o różnych przepisach kulinarnych, tylko o zasadach etykiety.

Przecież inaczej się je zupę czystą i zawiesistą. Inaczej krem z jarzyn i zwykłą jarzynową.

Potem trzeba było rozwikłać dylematy związane z łyżką - gdzie ją odłożyć w trakcie jedzenia i po zjedzeniu zupy, a jak ją wkładać do buzi: czy przodem, czy może bokiem.

Trzeba było też wspomnieć o zupie już wyporcjowanej i o takiej, którą podaje się w wazie.

Ktoś mógłby powiedzieć, że życie przed audycją wydawało się takie proste.

Drodzy Czytelnicy, i po audycji, i po lekturze tej książki będzie dopiero łatwe. I w dodatku przyjemne.

O autorce:

Dr Irena Kamińska-Radomska – wykładowca i trener; założycielka firmy szkoleniowej The Protocol School of Poland. Wiedzę z zakresu międzynarodowego protokołu i etykiety biznesu oraz wystąpień publicznych zdobywała w Waszyngtonie pod okiem uznanych ekspertów, m.in. u Jonathana Mollera – szefa protokołu Białego Domu, uzyskując certyfikat i międzynarodową licencję. Przeszkoliła kilkadziesiąt tysięcy osób z zakresu komunikacji międzyludzkiej, etykiety biznesu, dress code’u, międzykulturowego protokołu oraz wystąpień publicznych. Autorka i współautorka kilkuset artykułów oraz pięciu książek.
Gość/ekspert TVN, TVN24, TVN24 BiS, TVP1, TVP2, TVP INFO, Polsat News, RMF FM, radiowej Trójki, Radia RDC, Programu I Polskiego Radia, Polskiego Radia 24, Polskiego Radia 1030 Chicago. Mentorka w cyklicznym programie TVN Projekt Lady. Prowadzi zajęcia z komunikacji międzykulturowej oraz protokołu dyplomatycznego dla studentów z całego świata.



Recenzje

ONETSTYL ŻYCIA

Katarzyna Krauss
11 grudnia 2020

Jak to jest z etykietą? Rozmowa z dr Kamińską-Radomską, mentorką w "Projekt Lady".

Dr Irena Kamińska-Radomska - wykładowca i trener. Mentorka w programie TVN "Projekt Lady". Prowadzi zajęcia m.in. z protokołu dyplomatycznego dla studentów z całego świata. Autorka książki: "Etykieta biznesu, czyli międzynarodowy język kurtuazji". Dziś rozmawiamy o etykiecie i netykiecie we współczesnym świecie i czy warto na nią zwracać uwagę.

Jest Pani niekwestionowanym autorytetem w kwestiach etykiety biznesu. Skąd ta pasja?

Dziękuję bardzo za tę opinię. Odnośnie do pasji, to ona lokuje się nie tyle w samej etykiecie, co w nauczaniu. Żeby zaś przekazywać jakąkolwiek wiedzę, trzeba najpierw ją posiąść.

Czy te zasady, bo mimo że książka tyczy się etykiety biznesu, to przecież wiele tych zasad stosujemy w życiu prywatnym, wyniosła Pani z domu, czy gdzieś po drodze odkryła je Pani i się nimi zafascynowała?

Faktycznie, większość opisanych w książce zasad można stosować zarówno w życiu prywatnym, na co dzień, jak i służbowym. Różnice we właściwym zachowaniu w tych dwóch sferach polegają jedynie na zastosowaniu innych kryteriów przy ustalaniu precedencji. W życiu prywatnym przywileje wynikają z płci i wieku, a w pracy opierają się na randze wchodzących w interakcję osób.

Tylko pewną część tej wiedzy wyniosłam z domu. Uzupełnienie stanowiła literatura polska i zagraniczna oraz zajęcia dla potencjalnych wykładowców i trenerów, prowadzone w Waszyngtonie, zakończone certyfikatem upoważniającym do rozpowszechniania tej wiedzy.

Niemniej, cały czas się uczę. To też moja pasja :)

Wyniosłam z domu wiele zasad, typu jak jeść, jak się zachowywać w różnych sytuacjach, kogo pierwszego przedstawiamy i w jakich sytuacjach i wiele innych. Czy ucząc dorosłych ludzi, jest Pani im w stanie wpoić te zasady, czy nie jest trochę tak, jak w powiedzeniu, czym skorupka za młodu nasiąknie?

W powiedzeniach jest dużo prawdy. I niewątpliwie łatwiej jest w życiu tym ludziom, którzy już w dzieciństwie zdobyli sporą wiedzę. Widać to chociażby porównując zachowanie księżnej Katarzyny i księcia Williama. Następca tronu wychowywał się w rodzinie królewskiej i dzięki temu, zachowuje się bardzo swobodnie, będąc jednocześnie przykładem najlepszych manier. Księżna Katarzyna zdobywała szlify dopiero w dorosłym życiu. Z czasem również nabrała dużej swobody. Jest cudownym przykładem, że można dojść do perfekcji w jakiejś dziedzinie, nie wynosząc tego z domu. Ale wyjdźmy poza dwór królewski, wejdźmy w nasze skromne sfery. Dumą napawają mnie niektóre uczestniczki „Projektu Lady”, którym mniej więcej w dwa miesiące udało się zdobyć na tyle wiedzy i umiejętności, że potrafiły też całkowicie zmienić swoje życie. Jak mi wiadomo, starają się też pozytywnie wpływać na swoich najbliższych i prostować ich ścieżki.

Ja nie wpajam nikomu zasad, ponieważ nie da się tego zrobić – ani wobec osób dorosłych, ani dzieci. Zajmuję się natomiast nauczaniem i wychowywaniem. Uczenie według mojej metodyki polega zaledwie na dzieleniu się swoją wiedzą. Dbam o to, by robić to w sposób staranny, by treść była atrakcyjna dla tych, którzy zechcą ją przyswoić. Szanując wolną wolę swoich podopiecznych, robię, co w mojej mocy, żeby jednak skłaniali się ku memu nauczaniu. Wpajanie kojarzy mi się raczej z wciskaniem czegoś na siłę, a to wywołuje sprzeciw.

W ciągu wielu lat mojej pracy zauważyłam, że savoir-vivre’u (etykiety) uczą się przede wszystkim ludzie o dobrych manierach. Uczestniczą w szkoleniach i wykładach z tego zakresu oraz sięgają po książki po to, żeby jeszcze bardziej zgłębić wiedzę, rozwiać ewentualne wątpliwości oraz żeby sprawdzić, czy coś się nie zmieniło.

Ja także sięgnęłam po pierwsze wydanie „Etykiety biznesu,…”, żeby sprawdzić, czy nie doszukam się treści nieaktualnych w swojej książce. I okazuje się, że było ich – ku memu zaskoczeniu – sporo. Stąd wspólna decyzja z Wydawcą, żeby zaproponować Czytelnikom nową edycję książki.

Ja mam czasem tak, że widząc jak ludzie nie znają zasad, dajmy na to zachowania się przy stole – nieumiejętnego posługiwania się sztućcami, nieskładania ich po skończonym posiłku etc. mam ochotę podejść i zwrócić uwagę. Czy dla Pani, która tego uczy, nie jest to w jakiś sposób przykre, bolesne, że tak wielu ludzi jednak nie zna zasad? Przecież te zasady to taki kod porozumiewania się…

Jeśli chodzi o łamanie zasad zachowania się przy stole – nie mam z tym większych problemów. Bardziej drażni mnie popisywanie się swoją znajomością etykiety i spoglądanie na tych gości, którzy popełniają błędy, z wyrazem pewnej wyższości. Tak naprawdę właśnie oni nie powinni być dumni ze swojej kindersztuby, bo stawianie siebie wyżej jest dużo bardziej nieprzyjemne od jakiegoś drobnego faux pas związanego z nakryciem. Nie przeszkadza mi nawet, kiedy ktoś sięga po mój kieliszek, nie wiedząc, że jego jest po prawej stronie, albo kiedy zaczyna częstować się moim pieczywem lub sałatką. Martwi mnie też, że wiele osób kojarzy etykietę tylko ze stołem, a to przecież całe nasze życie, nie tylko posiłki i przyjęcia.

Co Pani zdaniem mogłoby spowodować, że ludzie chcieliby poznać etykietę i choćby w części stosować? Czy w ogóle jest to możliwe?

Powody dla poszerzenia wiedzy z tego zakresu są różne. Czasami może to być jakaś kompromitacja, której chciałoby się uniknąć w przyszłości. Ostatnio na szkoleniu jedna z uczestniczek opowiadała mi właśnie takie przykre doświadczenie, kiedy do jej firmy zawitał ambasador ubrany w bardzo elegancki ciemny garnitur z odpowiednimi dodatkami, a ona musiała go przywitać w szortach i podkoszulku. Chciała zapaść się pod ziemię. Nie udało jej się to, ale w zamian kupiła książkę i wybrała się na nasze szkolenie. Już na szkoleniu można było zaobserwować u niej nienaganne maniery, zwyciężyła też konkurs przeprowadzany w formie quizu - z resztą podobnego nieco do tego, który znaleźć można w książce.

Bardziej pozytywnym powodem może być czyjś piękny przykład, godny naśladowania, albo zaproszenie na uroczystość, podczas której spodziewamy się osób o nienagannych manierach. Co prawda, kiedy zaproszenie jest już na biurku, za późno już na dobre nawyki, ale przynajmniej zdąży się przeczytać książkę i posiąść chociaż teorię.

Pewnie pytano Panią o to nie raz. Projekt Lady – co ten program daje tym młodym, zbuntowanym dziewczynom? Czy dzięki niemu mają one szansę na lepsze życie?

Wszystkie uczestniczki mają tę szansę, ale czy ją wykorzystają, czy nie, zależy już od nich samych. Niektóre panie – można mieć wrażenie – przyjeżdżają do Projektu Lady, żeby się pokazać w telewizji. Z takim nastawieniem niestety, szybko muszą opuścić pałac. Natomiast te panie, które dostrzegą dla siebie szansę zmiany, mają w perspektywie inne życie, wyjście na prostą. Niewiele osób wywodzących się z trudnych środowisk, z problematyczną przeszłością, dostaje tak ogromne możliwości. Z niektórymi paniami już po programie utrzymuję kontakt, spotykamy się. Aż miło się patrzy, jak wiele – dzięki uczestnictwu w Projekcie Lady i oczywiście też dzięki swojej pracy – osiągnęły. Z trzema byłymi uczestniczkami przeprowadziłam ostatnio wywiady. Można je obejrzeć na platformie YouTube, na moim nowym kanale zatytułowanym (nie)grzeczna Irenka.

Od czego powinien zacząć ktoś, kto chciałby poznać etykietę biznesu? Coś Pani poleca?

Ja zaczynałam od książek, a potem wybrałam się do Waszyngtonu na wykłady i ćwiczenia. Taka kolejność u mnie sprawdziła się. Teraz nie trzeba też jeździć tak daleko. Ja tych możliwości nie miałam. Już ponad 20 lat temu zainicjowałam w Polsce szkolenia z zakresu etykiety biznesu, więc można zgłosić się także do mnie po szlify, ale polecam również warsztaty prowadzone przez moją następczynię, Dominikę Grodowską. Teraz niestety tylko jako webinaria.

Czy etykieta a netykieta bardzo różnią między sobą? Na co zwrócić należy uwagę w internecie?

Netykieta to dział etykiety związany z obecnością w Internecie, pracą zdalną, korespondencją elektroniczną itp. To nowy dział, którego historia jest tak długa, jak samego Internetu. No, może krótsza, ponieważ Internet nie wszedł do naszej rzeczywistości z poradnikiem savoir-vivre’u w sieci. Zasady netykiety potrzebowały czasu, żeby mogły zaistnieć. Trzeba przy tym dodać, że cały czas będą ulegały zmianom, dostosowując się do rozwoju nowej technologii. Podobnie było i jest z telefonami komórkowymi. W sprzedaży była tylko obsługa techniczna. A skoro telefony służą do kontaktów międzyludzkich (poza innymi możliwościami), to też wymagają zasad do zastosowania w tych kontaktach.

Nauczona jestem (z tego pokolenia wyrosłam), że do osób nowopoznanych, a już tym bardziej po drugiej stronie telefonu zwracamy się „per pan”, „per pani”. Co sądzi Pani na temat tzw. skracania dystansu tak dziś powszechnego i przechodzenia od razy „na ty”? Czy można z tego jakoś zgrabnie wybrnąć, gdy się nie chce od razu mówić sobie po imieniu?

To faktycznie zmora tych czasów. Wiele osób uczy się podczas szkoleń, żeby właśnie skracać dystans i czym prędzej zwracać się do swoich rozmówców w formach poufałych. To jest w naszej kulturze błędem. Po pierwsze przejście na ty lub zwracanie się do nowopoznanych osób w formie „panie/pani” wraz z imieniem może nastąpić dopiero po bliższym poznaniu się i to nie zawsze. To zależy do relacji i inicjatywy osoby uprzywilejowanej w danej relacji. Jeśli osoba mająca w tym wypadku pierwszeństwo nie wyjdzie z taką propozycją, to druga osoba powinna cały czas używać formalnych zwrotów. W tych czasach niestety coraz częściej można zaobserwować, że np. dzwoniący sprzedawcy zwracają się do swoich (potencjalnych) klientów z użyciem imienia: „Pani Irenko, mamy dla Pani świetne materace”. „Pani Irenka” się nie obrazi, ale według jej badań 60% Polaków nie będzie chciało rozmawiać, a tym bardziej skorzystać z oferty z powodu złego nastawienia.

Może podpowie coś Pani czytelnikom o kilku prostych zasadach na nadchodzące święta – znajomi, rodzina, różne obyczaje – jak się w tym odnaleźć?

I już zupełnie na koniec – nauczona zostałam, że buty, pantofle to element całej garderoby. Nigdy nie przeszłoby mi przez myśl, by kazać gościowi zdejmować buty. Sama również wchodząc do kogoś nawet nie pytam, czy mam je zdjąć, po prostu idę dalej nie zrażona błyskawicami wysyłanymi z oczu. Raz tylko zdarzyło mi się, że gospodarz zwrócił mi uwagę, że powinna zdjąć buty, na co ja grzecznie odpowiedziałam, że to nie muzeum (czasy muzeów i plastikowych kapci) i że stanowią one całość i nie zamierzam. To tak poważnie, co się powinno w takie sytuacji zrobić? Odpowiedzieć? Nie zrobić?

Polacy stanowią mniejszość na świecie. U nas nie wypada prosić gości o zdjęcie butów. Jeśli niestety gospodarze zechcą pozbawić nas butów, trzeba będzie się dostosować. To gość powinien dostosować się do zwyczajów panujących u gospodarzy. Podobnie jest w skali makro. Wyjeżdżając do innego kraju, również goście powinni dostosować się do kultury państwa przyjmującego. Gospodarze jednak powinni zrobić wiele, żeby ich goście czuli się dobrze. Przeczytanie książki na temat etykiety może stanowić pierwszy krok w dobrym kierunku.

Tym bardziej, że zbliżają się Święta, czas spotkań w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół. Najważniejsze w etykiecie są wartości: dobro, prawda i piękno. Jeśli one będą nam przyświecały nie tylko w czas Wigilii Bożego Narodzenia, to i drobiazgi się poukładają.

I tego właśnie światła chciałabym Państwu życzyć!

Więcej z kategorii