Mój koszyk 0

Ni pies, ni wydra...

  • Korb Viktoria
  • Ilość stron: 314
  • Oprawa: miękka
  • ISBN: 83-88607-62-6
  • Data wydania: 2006

Opis

"Ni pies ni wydra" dotyczy wydarzeń, które zwykło się określać hasłem marzec 68'. Jest jednocześnie rodzajem zbeletryzowanego pamiętnika i tak zwaną"powieścią z kluczem". Będzie to z pewnością pasjonująca lektura dla pokolenia, które w tamte wydarzenia było bezpośrednio zamieszane. Jestem jednak przekonany, że równie ciekawa, a nawet odkrywcza, okaże się dla czytelników, którym rok 1968 jawi się jako egzotycznie odległa i tylko historyczna data. Dostajemy do ręki książkę o wartkiej fabule, dotyczącą autentycznych wydarzeń, która da także młodemu czytelnikowi szansę zrozumienia zarówno dylematów pokolenia 68', jak i paradoksów peerelowskiej rzeczywistości.

Witold Pronobis

Recenzje

elle.gif

ZDERZENIE Z MŁODOŚCIĄ

Na wydarzenia Marca 68. patrzymy oczyma lekko sza lonej studentki, do której powoli dociera, że to, co się dzieje, dotyczy też jej samej. Viktoria Korb opisała swoje własne przeżycia. Dla wielu będzie to więc pikantna (choćby z racji licznych wątków romansowych) powieść z kluczem. Niektórzy bohaterowie to dziś osoby nieznane, a inni - jak Helena Łuczywo - zajmują eksponowane stanowiska. Dużo ważniejsza jest uniwersalna wymowa opowieści o studentach, którzy w zderzeniu z historią muszą gwałtownie wydorośleć.


przeglad.gif

Marzec '68 oczami studentki

Choć podtytuł książki brzmi „Marzec '68 we wspomnieniach warszawskiej studentki", nie rozpoczyna się ona w 1968 r, ale rok wcześniej, od czasów wojny izraelsko-arabskiej. Początkowo autorka przez długi czas nie widziała związku wydarzeń na Bliskim Wschodzie z jej rodziną i dopiero w okolicach „id marcowych" dotarło do niej, że akcja moczarowców dotyka jej samej, siostry, rodziców, przyjaciół i znajomych, Żyła przecież w środowisku, w którym nie mówiono o przodkach, odrzucono ich religię i tradycję. I dlatego w wielu momentach wspomina własne zdziwienie, wyrażane w słowach: to on/ona też?
Książka Viktorii Korb, w tamtych dniach studentki SGPiS, ma dwie warstwy, nawzajem się przenikające. Z jednej strony, jest to pamiętnik, dość realistyczny zapis tamtych wydarzeń, losów jej rodziny, z drugiej zaś, wplecione są pewne elementy literackie, szczególnie wtedy, kiedy autorka nie chce podawać nazwisk niektórych bohaterów. Jest to zatem swoista literatura faktu z niewielkim kluczem, do którego dostęp mają tylko nieliczni. Czy osłabia to wartość publikacji? Nie, ponieważ nawet jeżeli Viktoria Korb nie ujawnia, kto to jest Działacz czy Blady, i tak dla przeciętnego czytelnika nie ma to znaczenia, bo w tej książce najważniejsze są nie nazwiska, ale faktografia, pozwalająca zrozumieć atmosferę „marca", poznać środowiska ludzi, którzy zostali zmuszeni do wyjazdu z Polski, i ludzi, którzy do tego się przyczynili. Jak również poznać tych, którzy swą postawą dowiedli, że nie zgadzają się na antysemickie wybryki, nawet jeżeli sprzyja im (inicjuje je) władza.
PD


angora.gif

O Marcu z kluczem

Zanim wydarzenia Marca '68 przetrzebiły populację Żydów polskich poprzez wyrzucenie ich z kraju jako obywateli niepolskich, życie toczyło się nor malnle. Autorka, ówczesna studentka SGPiS w Warszawie, opisuje je ze swoboda, I rozbawieniem. Seks, czerwone wino, tańce, a zarazem nauka, sesje, zaliczenia. Viktorię Korb niezbyt zajmowała polityka, której pomruki ledwie dało się słyszeć, aż do wybuchu wojny Izraela z Egiptem, a póź niej zdjęcia z afisza Teatru Narodowego „Dziadów" Mickiewicza, na polecenie radzieckiego ambasado ra Wtedy zaczęły się studenckie protesty, doszło do rozruchów, które żądny władzy Mieczysław Moczar wykorzystał do swej politycznej wojny na górze. Trzeba było znaleźć winnych, więc jak zwykle padło na Żydów, bo cykliści w marcu jeszcze nie wyjechali na ulice. Posługując się kretyńskim hasłem „Syjoniści do Syjamu*, zmuszono do emigracji tysiące rodzin Żydowskich, również familię autorki tej powieści. Tak, powieści, bo w tej formie wspomnienia są napisane. Brutalne działania bezpieki, szykany na uczelni, wyrzucenie z pracy, nie dały Żydom wyboru. Zaczął się kolejny w ich historii exodus. Książka ma swój personalny klucz, znajdujemy w niej wiele dziś znaczących w polskiej polityce postaci. Silnie oparta na faktach, odsłania kulisy machinacji władz ludowego państwa, ale i zwykłego, choć pełnego dylematów PRL-owskiego życia. Potoczystość narracji sprawia, że czyta się ją świetnie, nie zwalniając wszakże od myślenia nad skomplikowanymi ludzkimi losami.
MAREK KOPROWSKI


slowo_zydowskie.gif

Wydarzenia marca 1968 r. to jedna z najczarniejszych kart powojennej Polski. Wiec studentów Uniwersytetu Warszawskiego zapoczątkował falę protestów młodzieży akademickiej w stolicy, a także w innych miastach Polski. Pretekstem było zdjęcie z afisza „Dziadów" Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Nowa interpretacja, a także kreacja Gustawa Holoubka wywołały niezadowolenie władz, które dopatrywały się w przedstawieniu akcentów antyradzieckich.
Wiec studentów UW i następujące po nim wydarzenia - relegowanie z UW jego studentów, m.in. Adama Michnika, Seweryna Blumsztajna, użycie tzw. aktywu robotniczego do rozpraszania uczestników studenckiego wiecu w obronie kolegów, strajk okupacyjny stały się pretekstem dla władz do rozpętania nagonki antysemickiej i antyintełigenckiej na skalę całego kraju. Jak twierdzi dyrektor ŻIH Feliks Tych, wydarzenia marca były w znacznej mierze sprowokowane przez aparat bezpieczeństwa, który włączył się do walki o przejęcie władzy na najwyższych szczeblach państwowych i partyjnych.
Książka Viktorii Korb, ówczesnej studentki SGPiS (dziś SGH) traktuje o tych właśnie wydarzeniach, które stały się bezpośrednio przyczyną emigracji jej rodziny. Jest to jednocześnie studium dojrzewania własnej tożsamości oraz postawy „obywatelskiego nieposłuszeństwa".
Na kartach tej książki znajdziemy postaci określone z imienia i nazwiska, jak np. Marek Borowski, Michał Komar, Andrzej Olechowski, Helena Łuczywo, Jerzy Kropiwnicki, profesorów ówczesnej SGPiS, jak Michał Kalecki, Zdzisław Sadowski.
W kilku przypadkach nie mamy trudności w rozszyfrowaniu niektórych postaci, jak np. Andrzeja, b. prezesa PKO BP, wiceprezesa NBP zaraz po zmianach ustrojowych i prezesa Komisji Nadzoru Bankowego Andrzeja Topińskiego. Są i inne postaci, które zwykło się określać jako osoby z pierwszych stron gazet Można się tylko zastanawiać, że te, do których autorka nie przejawia zbytniej sympatii, kryją się pod - nazwijmy to - pseudonimami. Być może są one czytelne dla studentów SGPIS i Politechniki...
Same wydarzenia marcowe, uczestnictwo w wiecu na UW i na Politechnice, wydarzenia na SGPiS są jedynie fragmentem tej autobiograficznej książki, której dem jest życie studenckie z drugiej polowy lat 60. ubiegłego stulecia. Życie, które w pamięci autorki zapisało się głównie w sferze uczuciowo-łóżkowej, kawiarnianej z dużą domieszką brydża.
Najistotniejszą warstwą tej publikacji jest mechanizm terroru psychicznego mający doprowadzić upatrzone ofiary do zrzeczenia się obywatelstwa polskiego i wyjazdu z dokumentem podróży tylko w jedną stronę. To chyba pierwszy przypadek w tzw. marcowej literaturze, kiedy możemy poznać z łamów książki - a nie z relacji ustnych - system szykan, małych prowokacji, fizycznych napaści, których finałem ma być decyzja o opuszczeniu Polski, wyzbycie się za bezcen rodzinnego majątku, zdobycie zezwolenia na wywóz np. książek.
Walorem książki jest obiektywny obraz zachowań tzw. społeczeństwa i to nie tylko wobec tych wydarzeń, ale i ich następstw. Obok donosicieli i szpicli ubeckich, karierowiczów są też postaci wolne od uprzedzeń, zachowania szlachetne i spontanicznie przyjazne.
Szkoda tylko, że zarówno autorka jak i wydawca nie ustrzegli się drobnych wpadek, które w pewien sposób osłabiają rzetelność relacji. Jako żywo w owym okresie nie istniało i nie istnieje wino Mustella lecz Mistella, główna wygrana w Totka w jego początkowym okresie ograniczona była do 100 tys. zł, niemożliwa więc była wygrana miliona przez żebraczkę spod kościoła na pl. Zbawiciela, było więcej gatunków wina niż owa Mustella pijana w domu rodzinnym autorki z braku czegoś innego - wystarczyło wpaść do Fukiera, by się o tym przekonać (ale tam głównie chadzali studenci UW), zwłaszcza iż sama autorka preferowała Egri Bikaver.
Każdy kto w wieku studenckim przeżył w Warszawie wydarzenia marcowe, ma prawo do ich osobistej oceny. I tego prawa nie należy i nie można odmówić Viktorii Korb. Opisała je tak, jak je przeżyła, jak je widziała i jak zapamiętała. O nieskazitelnym obiektywizmie mogą jedynie rozprawiać filozofowie, o przyczynach i skutkach wydarzeń marcowych coraz więcej mają do powiedzenia historycy, choć zapewne archiwa kryją jeszcze sporo tajemnic. Uczestnikom wydarzeń pozostała pamięć.
Artur Wiktor


wprost.gif

Książka „Ni pies ni wydra" to zbeletryzowany pamiętnik dotyczący wydarzeń, które zwykło określać się hasłem Marzec 68'. Cenny obraz tamtych warszawskich lat i ujmujące szczerością zwierzenia autorki z własnych, bolesnych doświadczeń i dramatów. Młodzieży pomoże zrozumieć paradoksy PRL-owskiej rzeczywistości, starszym przywraca pamięć.

Więcej z kategorii