Mój koszyk 0

Spowiedź z butelki

  • Ameisen Olivier
  • Ilość stron: 268
  • Oprawa: zintegrowana
  • Format: 135x215mm
  • ISBN: 978-83-268-1219-4

Opis

okladka_pasek.jpg


Książka do nabycia w salonach Empiku oraz dobrych księgarniach, można ją także zamówić na www.kulturalnysklep.pl lub pod numerem telefonu 801 130 000.

Audiobook w wersji elektronicznej na www.publio.pl


Gdy odzyskałem świadomość, dotarło do mnie, że siedzę w jakiejś taksówce, a z twarzy cieknie mi krew, kapiąc gęstymi kroplami na szary prochowiec, który miałem na sobie (...)
- zaczyna Olivier Ameisen swoją „Spowiedź z butelki” (listopad 2012, Wydawnictwo Agora i Studio Emka).

Jego autobiograficzna powieść pokazuje krętą drogę do trzeźwości amerykańskiego kardiologa, uzdolnionego pianisty, człowieka, który mimo świadomości swojej choroby, nie potrafi stawić jej czoła. Najlepsze ośrodki dla uzależnionych w Stanach Zjednoczonych i Francji, odwyki w szpitalach i niezliczone próby odtruwania w domu latami nie przynoszą zamierzonego skutku - niepicia. W historii ukazującej więcej upadków, niż wzlotów, autor odsłania lęki, frustracje i wstyd z jakimi zmaga się podczas swojej choroby. Książka jest przejmującym, szczerym i głębokim obrazem cierpienia związanego z konsekwencjami nadużywania alkoholu. Cierpienia, z którego Ameisen próbuje się wyzwolić stosując wszystkie znane mu, dostępne sposoby - od terapii poznawczo - behawioralnej po leczenie farmakologiczne. Szczegółowe opisy kolejnych wypadków, które pod wpływem alkoholu przytrafiają się Ameisenowi, przeplatają się z historią rodzinną i doprowadzają w końcu do szczęśliwego zakończenia...

Olivier Ameisen kardiolog, uzdolniony pianista, autor publikacji naukowych na temat uzależnienia od alkoholu. Urodzony w Paryżu w 1954r, wychowany w rodzinie żydowskiej pochodzącej z Polski (ojciec urodzony w Krakowie, matka w Bielsko-Białej), spokrewniony z Rubinsteinami (Heleną i Arturem). W 1983 przenosi się do Nowego Jorku, gdzie szybko zdobywa uznanie środowiska lekarskiego. Stany lękowe i ataki paniki, które towarzyszą mu od dziecka, stają się przyczyną alkoholizmu. Po koniec lat 90. zamyka praktykę lekarską i rozpoczyna trwającą kilka lat podróż do trzeźwości. Dzięki zastosowaniu eksperymentalnej terapii Baklofenem (środek dotychczas wykorzystywany na zwiotczenie mięśni) po latach niepowodzeń, osiąga upragniony cel. Jego publikacje na temat zastosowania Baklofenu w leczeniu choroby alkoholowej ukazały się w takich czasopismach naukowych jak m.in. Alcohol and Alcoholism, Journal of the American Medical Association i CNS Drug. Obecnie wykłada na Uniwersytecie w Nowym Jorku.

wydawca: Agora i Studio Emka
format: 135x215mm
ilość stron: 268
oprawa zintegrowana ze skrzydełkami
ISBN 978-83-268-1219-4
cena detaliczna: 39,99 zł


Aneks, zawierający streszczenia i pełne treści artykułów dotyczących skuteczności baklofenu w terapii uzależnień (w jęz. angielskim) - pobierz


RECENZJE/WYWIADY
pytanie_na_sniadanie.jpg16.11.2012r - Pytanie na śniadanie wywiad z Dr Olivierem Ameisenem

Recenzje

"

23.11.2012
Magazyn świąteczny Gazeta Wyborcza
Autor: Marcin Kowalski

Lekarstwo czy CUD

Autobiografia Oliviera Ameisena wywołała burzliwą dyskusję w każdym kraju, w którym się dotychczas ukazała. Nie inaczej będzie w Polsce.

„Spowiedź z butelki” jest zbudowana na twierdzeniu, że alkoholizm można wyleczyć farmakologicznie. Cudownym środkiem ma być lek uśmierzający stany lękowe - baklofen. Autor broni swojej tezy naukowo, przywołuje streszczenia kilkunastu artykułów wybitnych ekspertów z różnych stron świata. Dzieli się też osobistym świadectwem, zapisem drogi prowadzącej na dno uzależnienia i kolejnych nieskutecznych prób osiągnięcia trzeźwości. Dopiero baklofen ograniczył lęk, uczucie - zdaniem Ameisena - leżące u podstaw nałogu.
W młodości nie bał się grać na pianinie przed samym Artura Rubinsteinem. Mistrz ocenił utalentowanego studenta medycyny przychylnie: „Jesteś odważny. Grasz zupełnie jak ja, kiedy byłem młody. Musisz pracować nad udoskonaleniem techniki”. Wielu wschodzących muzyków po tych słowach rozpłynęłoby się z radości. Ameisen postanowił zakończyć karierę. Pochwał nie przyjmował, w uszach rozbrzmiewała mu tylko krytyka. Wybrał zawód kardiologa.
Pochodzi z rodziny zasymilowanych polskich Żydów, którzy po wojnie osiedli w Paryżu. Ojciec - perfekcjonista, poliglota, wybitny muzyk. Kiedy przyjechał do Francji nie znał języka, ale uczelnię inżynierską ukończył z wyróżnieniem. Dyrektor naczelny w imperium kosmetycznym Heleny Rubinstein, a już na emeryturze - w Domu Mody Balenciaga. Matka jeszcze w Krakowie studiowała filologię na jednym roku z Karolem Wojtyłą. Przetrwała okupację uratowana przez Oskara Schindlera.
W domu Ameisenów nie było pijaństwa. Nie przyjął się nawet francuski zwyczaj podawania wina do obiadu. Ojciec co najwyżej sączył przez cały wieczór pół szklaneczki whisky. I przestrzegał syna: „Jak zaczniesz pić, to się nie zatrzymasz”.
Olivier nie słuchał tych rad. Był pewny swego, wydawało się, że jest odporny na uzależnienie, alkohol mu nie smakował. Robił karierą naukową najpierw w Paryżu, później w Stanach Zjednoczonych. Szybko został profesorem w Cornell University Medical College oraz asystentem w New York Hospital. Zaprzyjaźnił się z dyplomatą tureckim, na przyjęciach czarował gości grą na fortepianie. Żeby przełamać lęk i tremę wypijał kilka drinków. Pomagało. Rosła pewność siebie, dowcip przychodził z lekkością, palce same biegały po klawiszach. Kiedy szum w głowie mijał, lęk narastał. Bał się, że jego praktyka lekarska nie będzie przynosić dochodu, a w efekcie zbankrutuje i skończy na ulicy jako bezdomny. Ze strachu drżały mięśnie łydek. Ukojeniem była szklaneczka szkockiej. Im większy lęk, tym więcej alkoholu, aż w końcu z objawami delirium wylądował na oddziale detoksykacyjnym szpitala, w którym zaczynał karierę.
To był punkt zwrotny. Przyznał przed sobą, że jest uzależniony. Próbował walczyć z nałogiem zażywając leki psychotropowe, poddając się akupunkturze i hipnozie, uczestnicząc w mityngach Anonimowych Alkoholików. Skorzystał z terapii polegającej na zastąpieniu wódki niskoprocentowym winem. Zakończyła się klęską, powrotem do nałogu. Nie pomógł najlepszy nowojorski oddział odwykowy, na nic zdały się kolejne detoksy w Stanach i Francji. Wyczerpany fizycznie i psychicznie przypomniał sobie o artykule z New York Timesa, który dostał od przyjaciółki. Dziennikarka Linda Carroll opisywała w nim doświadczenie pacjenta uzależnionego od kokainy. Podano mu lek zwiotczający o nazwie baklofen, miał opanować kurcze mięśni. I opanował - chory twierdził, że odczuwa mniejszy głód narkotyczny.
Ten cytat rozbudził nadzieję. Ameisen pochłonął wszystkie dostępne publikacje na temat baklofenu. Konsultował się z francuskimi specjalistami od uzależnień, ci nie mieli jednak pojęcia, czy lek może pomóc. W końcu zamówił baklofen w aptece na swoją legitymację lekarską, po kilku dniach wahania zaczął regularnie go zażywać. „Wrażenie było niesamowite, wręcz magiczne i tamtej nocy spałem jak dziecko. Nie spodziewałem się tak dużego efektu i nie uwierzyłbym, gdyby ktoś mnie uprzedził, że mogę czegoś takiego doświadczyć”.
Od tej chwili Olivier Ameisen stał się gorliwym ambasadorem stosowania baklofenu w leczeniu nałogu. Dlaczego? „Stłumił u mnie objawy uzależnienia, straciłem wszelki pociąg do alkoholu. Lecz w końcu zaczęło dręczyć mnie pytanie: jak bardzo jestem podatny na to, by ponownie ulec nałogowi? Czy jeden drink mógłby sprawić, bym z powrotem zna¬lazł się w piekle alkoholizmu? (...) Czy baklofen wyleczył mnie raz na zawsze, czy może moja choroba cofnęła się jedynie tymczasowo?”
„Spowiedź z butelki” warto przeczytać, choćby po to, żeby poznać odpowiedź na to pytanie. Już samo jego postawienie oburza wielu terapeutów zajmujących się alkoholizmem. Większość specjalistów uważa, że zupełna abstynencja to podstawowy wymóg wyjścia z uzależnienia. Stan trzeźwości jest niemożliwy do osiągnięcia, co najwyżej możemy mówić o procesie trzeźwienia. Alkoholik to ukiszony ogórek, nigdy z powrotem nie stanie się zielony.
Ameisen twierdzi inaczej. Pisze: „Sposób leczenia uzależnień oparty na Programie Dwunastu Kroków, psychoterapii i pobycie w ośrodku odwykowym, pozostał praktycznie taki sam od czasu, gdy w 1935 roku powstał ruch Anonimowych Alkoholików. Przypuszczam, że na palcach jednej ręki można policzyć choroby, których leczenie nie uległo zmianie przez ostatnie siedemdziesiąt czy więcej lat. Wspomniane formy terapii mają znikomy skutek, po¬zwalając jedynie niewielkiej części chorych zachować abstynencję od substancji uzależniających, podczas gdy znaczna większość pogrążonych w nałogu zupełnie sobie z tym nie radzi.”
To książka odważna i kontrowersyjna. Burzy dotychczasowe dogmaty obowiązujące również w Polsce. Dobrze, że wywoła dyskusję, bo lepiej żeby została obudowana fachowym komentarzem, również krytycznym. Inaczej istnieje ryzyko, że wielu czytelników może po jej przeczytaniu zbyt łatwo uwierzy w prostą drogę wyjścia z nałogu, a taka nie istnieje. Ale istnieje mądre powiedzenie, że uzależnienie to choroba Ciała, Umysłu i Duszy. Żeby ją pokonać, musi zdarzyć się CUD. Lektura Ameisena może niektórych do tego cudu przybliżyć. Nie ma złej drogi prowadzącej do trzeźwości. Tylko czy jakakolwiek droga prowadzi tam na skróty?

„Spowiedź z butelki”, Olivier Ameisen, Wydawnictwo Studio Emka Agora 2012

" natemat.jpg

12.12.2012

Alkoholizm - problem tematem tabu wśród lekarzy. Piecha: Boją się zwrócić uwagę koledze


Autor: Marta Pawłowska

Wybitni lekarze, rozchwytywani specjaliści i szanowani koledzy. Mimo doświadczenia i wiedzy medycznej zmagają się z alkoholizmem. Choroba alkoholowa w tym środowisku jest dużym problemem. Lekarze potrafią ją nie tylko ukryć i usprawiedliwić. Wielu z nich nie chce się do tego w ogóle przyznać. A ich koledzy, mimo że widzą problem, nie chcą i boją się o nim mówić.
Ponad 3 mln Polaków nadużywa alkoholu. Ta demokratyczna choroba dotyka każdego środowiska – policjantów, prawników, dziennikarzy, księży, ale również lekarzy. Szczególnie tej ostatniej grupie, która powinna stać na straży zdrowia, trudno o niej mówić.

Spowiedź z butelki

Tabu przełamał m.in. wybitny francuski kardiolog mieszkający w USA, prof. Weil Cornell Medical College w Nowym Jorku – dr Olivier Ameisen, który w swojej autobiograficznej książce "Spowiedź z butelki" opisał walkę z uzależnieniem.
Książka jest przejmująca szczególnie dlatego, że lekarz walczył, stosując wszystkie znane mu i dostępne sposoby pokonania tego uzależnienia. Próbował różnych terapii, był w klinice odwykowej, przyjmował leki. Wszystko bez skutku. Nawet jako lekarz był bezradny. Wreszcie sam zapisał sobie baklofen – lek zwiotczający, stosowany do tej pory w leczeniu spastyczności mięśniowej. Jego eksperyment zakończył się sukcesem i uwolnił go od wszystkich objawów głodu alkoholowego. Terapię baklofenem stosują teraz z powodzeniem inni alkoholicy, co wielu uratowało życie.

Gdy odzyskałem świadomość, dotarło do mnie, że siedzę w jakiejś taksówce, a z twarzy cieknie mi krew, kapiąc gęstymi kroplami na szary prochowiec, który miałem na sobie...
tak dr Olivier Ameisen zaczyna swoją "Spowiedź z butelki"

Alkoholizm dr Ameisena nie tylko zniszczył mu zdrowie, ale i karierę. Kiedy rozpoczął walkę z głębokim uzależnieniem, musiał zamknąć swoją praktykę lekarską. Jak sam podkreśla, jego droga do trzeźwości trwa już 10 lat.
Z powodu alkoholizmu zakończyła się też kariera wybitnej polskiej okulistki – prof. Ariadny Gierek-Łapińskiej. Zarzucano jej, że pracowała pod wpływem alkoholu. Lekarka zaprzeczała, ale i tak straciła prawo do wykonywania zawodu i szpital, który zbudowała w Katowicach. Dariusz Kortko i Judyta Watoła opisali jej historię w książce "Czerwona księżniczka".

Lekarz pod wpływem

Psychoterapeuci, specjalizujący się w terapii uzależnień nie mają wątpliwości, że są pewne zawody, które są bardziej predysponowane do picia. Jednym z nich jest lekarz, którego praca wiąże się z dużym stresem, napięciem i wielogodzinnymi dyżurami. Często ten stres rozładowuje, sięgając po alkohol.
– Wśród lekarzy istnieje problem choroby alkoholowej. I nie jest to mały problem – przyznaje były wiceminister zdrowia, poseł PiS Bolesław Piecha. Jest jednym z niewielu lekarzy w Polsce, który publicznie opowiedział o swoim uzależnieniu.
– W środowisku lekarzy ten problem był zawsze i dotyczył szczególnie konkretnych specjalizacji np. chirurgów, anestezjologów czy kardiologów. Kawał ich życia wiąże się z potężnym stresem, większym niż u przeciętnego człowieka. Przecież w grę wchodzi bardzo często walka o życie drugiego człowieka – wyjaśnia dr Iwona Kołodziejczyk, psycholog, psychoterapeutka i kierowniczka Ośrodka Leczenia Uzależnień Kraków-Ściejowice.
To właśnie z tego powodu bardzo często w przypadku lekarzy pozytywna wartość alkoholu, który daje luz zmienia się z czasem w alkoholizm. Jak zwracają uwagę eksperci, w tym ogromnym stresie przedstawiciele tego środowiska bardzo często tracą tę granicę.

Medyczny kamuflaż

Psychoterapeuci podkreślają, że to właśnie przyznanie się do picia stanowi dla lekarzy największy problem.
– Środowisko lekarzy ma rzeczywiście z tym większy problem. Lekarz jest uznawany, i sam się zresztą uznaje za osobę, która z medycznego punktu wie wszystko. Dlatego zakłada, że kontroluje sytuację, zna objawy i skutki choroby. Dlatego też lekarz palący papierosy czy pijący alkohol wywołuje u pacjentów większe emocje, czasem oburzenie – zauważa Łukasz Strzębała pedagog, specjalista terapii uzależnień, kierownik zespołu terapeutycznego w Ośrodku Uzależnień Dromader.
Uzależnienie lekarzy jest szczególnie niebezpieczne. – Działa jeden z mechanizmów uzależnienia, który nie pozwala im się przyznać do tego, że mają problem. Mają przecież wykształcenie, wiedzę, więc nie chcą dopuścić do siebie świadomości, że stracili kontrolę nad własnym zdrowiem – wyjaśnia dr Iwona Kołodziejczyk.
Lekarze swój problem alkoholowy potrafią nie tylko doskonale ukryć, usprawiedliwić, ale i racjonalnie tłumaczyć. – Działa tu system iluzji i zaprzeczeń. Im bardziej inteligenta i świadoma osoba, tym trudniej ten mechanizm wyłączyć i tym trudniej przyznać się jej, że ma problem – dodaje Łukasz Strzębała.
Zgadza się z tym były wiceminister zdrowia. – Ilość wiedzy wcale nie sprzyja abstynencji. Wręcz przeciwnie. Lekarze są nie tylko świetni w ukrywaniu problemu, ale przede wszystkim w jego racjonalizacji. Potrafią bez problemu wytłumaczyć sobie, że napili się, bo pojawiły się trudności czy stres. To sprawia, że często nie zauważają problemu. A nawet jeśli, to ciężko im o tym powiedzieć – dodaje.

Niewidzialny problem

Lekarze boją się, że jeśli na ich stanowisku, przy odpowiedzialności, która na nich spoczywa, pójdzie fama, że mają problem i przypnie im się łatkę "alkoholika", to będzie to dla nich koniec kariery.
– Mamy wielu pacjentów z tego środowiska. Faktem jest, że w prywatnej klinice jest ich więcej niż zgłaszało się do ośrodka państwowego. Niektórzy z nich tłumaczą początkowo, że chodzi o "lepsze usługi", ale później okazuje się, że czynnikiem decyzyjnym jest większa anonimowość. Niektórzy lekarze dbają, żeby o ich problemie nie dowiedzieli się nie tylko koledzy z pracy, ale nawet rodzina – zauważa dr Iwona Kołodziejczyk. – Boją się śmierci zawodowej. A lekarze należą do grupy ludzi, której ze względu na status może to grozić – dodaje psychoterapeutka.
Z tego powodu wielu z nich stara się też walczyć z uzależnieniem na własną rękę. Sami wypisują sobie recepty na leki, stosowane u pacjentów na odwyku albo proszą o to zaufanych kolegów. – Trwa to czasem bardzo długo. Trafiają do nas pacjenci – lekarze, którzy są uzależnieni nie tylko od alkoholu. Próbując się z niego uwolnić, uzależnili się też od leków – zaznacza dr Iwona Kołodziejczyk.
Bolesław Piecha uważa, że problemem jest również samo środowisko lekarzy, które widzi chorobę kolegów, ale rzadko kiedy reaguje. – Nie ma co się oszukiwać. Problemu nie widzi właściwie tylko ten, kto pije. Widzi je za to całe środowisko, ale mało ludzi ma odwagę o tym powiedzieć i zareagować. Nadal utrzymuje się to piętno menela spod płotu – twierdzi Piecha. – Lekarze boją się zwrócić uwagę koledze czy koleżance, że pije ryzykowanie i zachowuje się przez to nieodpowiedzialnie. Obawiają się agresji – zaznacza. Ale jego zdaniem to błędne myślenie. Podkreśla, że jeśli jest to przyjacielska rozmowa są małe szanse, że taka troskliwa uwaga spotka się z to wybuchem agresji.
Jego zdaniem lekarze wcale nie piętnują kolegi po fachu, który przyzna się do alkoholizmu. – Patrzą na to tak naprawdę z ulgą. Lekarzom w starciu z pacjentem nie wypada już dziś "być pod dobrą datą", jak to się kiedyś mówiło. To jest niedopuszczalne, a jeszcze w latach 80. patrzyło się na to przychylniej – zauważa.

Odczarować tabu

To też powód, dla którego zaczyna się o tym problemie mówić bardziej otwarcie i nie jest to już taki temat tabu, jak kiedyś. – Przyznanie się do alkoholizmu to tak naprawdę samoobrona. Nie chodzi o epatowanie swoim nieszczęściem. To jakaś forma zabezpieczenia, bo zdajemy sobie sprawę, że sobie z tym nie radzimy i niesie to ryzyko – podkreśla Bolesław Piecha i dodaje, że widzi w środowisku lekarskim zmianę: – Spotykam lekarzy, którzy mówią o swoim uzależnieniu. Coś zaczyna się zmieniać. To tabu się trochę odczarowuje.

Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia
Alkoholizm to nie powód do chwały, ale nie jest też powodem do wstydu, jeśli się z tym walczy i utrzymuje abstynencję.

Sam zauważył u siebie ten problem, kiedy miał trzydzieści kilka lat. Przestał się już zastanawiać, dlaczego zaczął pić. – Przestałem doszukiwać się powodu picia, bo to mi nie pomagało tego problemu kontrolować – przyznaje i dodaje, że im człowiek się później zorientuje, tym trudniej nie tylko się do tego przyznać, ale i "odkłamać całą rzeczywistość, którą się stworzyło".
Piecha podkreśla, że zmaganie się z tą chorobą wielokrotnie przerasta możliwości przeciętnego człowieka. – Abstynencja to trwanie, czujność i rozpoznawanie zagrożeń, które cały czas czyhają. Konsekwencje każdego nawrotu, które się zdarzają, są kolosalnie większe niż pierwszego. Przede wszystkim psychiczne, moralne i etyczne, bo człowiek nie wybacza sobie nawet małej wpadki – dodaje.

Więcej z kategorii