Mój koszyk 0

GABO i FIDEL. Pejzaż przyjaźni

Opis

Książka ta narodziła się z podwójnej fascynacji: Kubą i literaturą, miejscem na ziemi i twórczością laureata Nagrody Nobla, charyzmatycznym politykiem, który przez blisko pół wieku utrzymuje się u władzy i jego najbliższym przyjacielem. Przybliża sekrety przyjaźni mocnej jak stal, jej blaski i cienie. Mówi o ludziach z krwi i kości, nie o idolach, czy supermanach. Opowiada o życiu Fidela Castro i Gabriela Garcíi Márqueza (dla przyjaciół: Gabo), o ich wzlotach i upadkach. O przyjaźni osobistej, politycznej i literackiej. Gabo, który "czuje się cudzoziemcem wszędzie na świecie oprócz Karaibów", na Kubie jest najszczęśliwszym z ludzi i postrzega wyspę wraz z jej przywódcą jako "pejzaż przyjaźni". Czytelnik będzie świadkiem rozmów między Fidelem i Gabo, w których miłość od pierwszego wejrzenia przekształciła się szybko w konieczną i trwałą symbiozę. Wejdzie ukradkiem w świat wielkiej polityki Karaibów i zobaczy jak Kanał Panamski zmienia właściciela, jak rodzi się, rośnie w wojskową siłę i tryumfuje sandinizm. Zobacz też jakie struny poruszał międzynarodowy socjalizm w walce z kapitalizmem.

Recenzje

forbes.gif

Pogwarki przyjaciół
Zakochani w Kubie i literaturze filolodzy Angel Esteban oraz Stephanie Panichelli opisali losy przyjaźni kubańskiego dyktatora Fidela Castro i pisarza Gabriela Garcii Marqueza. Dla Castro Marquez był jedynym zdolnym do dyskusji intelektualistą. Zaś Fidel dla Gabo - drogą budowy nowego modelu socjalizmu. Krążyli obsesyjnie wokół tematu władzy, która wyznaczała granice ich przyjaźni.


polityka.gif

Przyjaźń w czasach zarazy
Jak to możliwe, że wrażliwy człowiek i genialny pisarz Gabriel Gama Marquez przyjaźni się z takim tyranem jak Fidel Castro?
Daniel Passent
Przyjaźń ta wywołała lawinę komentarzy, ściągnęła na kolumbijskiego pisarza odium niektórych środowisk, zwłaszcza prawicowych, sprawiła mu wiele kłopotów, ale trwa już pół wieku. Dlaczego? Nikt lepiej nie odpowiedział na to pytanie niż hiszpański literaturoznawca Angel Esteban i jego belgijska współpracowniczka filolog Stephanie Panichelli w książce „Gabo i Fidel. Pejzaż przyjaźni", która niedawno ukazała się w Polsce (nakładem Studia EMKA). To książka wyjątkowa. Napisana z dużą kulturą, krytyczna wobec głównych bohaterów, nie jest jednocześnie prymitywnym pamfletem, a raczej próbą rzetelnego przedstawienia ich ewolucji - od młodych idealistów po starych realistów, a nawet cyników.
„Castro, który przez lata nie pozwolił kolumbijskiemu pisarzowi zbliżyć się do swojej jaskini, później otwarcie zaakceptował jego konspiracyjne umizgi. Gabo, którego obsesją jest temat władzy, wodzów i dyplomatyczna mediacja na najwyższym szczeblu, zobaczył w osobie kubańskiego patriarchy wzór, zgodnie z którym Ameryka Łacińska może pewnego dnia zbudować własny model socjalizmu, szczęśliwe społeczeństwo bez klas i kontrastów, bardziej w stylu Rousseau niż Marksa. Castro, który nie miał na wyspie odpowiedniego intelektualisty, znalazł w osobie Garcii Marqueza - najzdolniejszego człowieka, jakiego Karaiby wydały na świat od czasów zarazy".
Przyjaźń Gabo i Fidela ma charakter polityczny i prywatny. Łączą ich najważniejsze hasła lewicy latynoamerykańskiej: sprawiedliwość, suwerenność (zwłaszcza wobec USA) i jedność, która jest obsesją kontynentu od czasu Simona Bolivara, a więc od dwóch stuleci. Te dwa stulecia Stany Rozproszone Południa spędziły w cieniu Stanów Zjednoczonych Północy.
Rzeczywistość narzucona
Marquez „z komunizmem miał kontakt przez całe życie. W wieku 22 lat uczestniczył kilkakrotnie w zebraniach komunistycznej organizacji, ale nigdy nie został prawdziwym sympatykiem tej partii" - czytamy we wspomnianej książce. W wywiadzie dla „New York Timesa" (1983 r.) zapewnia, że nie jest ani nigdy nie był komunistą bądź członkiem jakiejkolwiek partii. Z podróży do Polski i Czechosłowacji w 1955 r., a więc pół wieku temu, powrócił rozczarowany. Uznał, że to, co zobaczył, to nie był wyśniony socjalizm dostosowany do miejscowej rzeczywistości, lecz rzeczywistość sowiecka narzucona jako socjalizm.
Zapalił się natomiast do rewolucji kubańskiej, która w swoim zalążku nie miała z modelem radzieckim nic wspólnego i nie była narzucona przez obce mocarstwo. W 1959 r. odwiedził wyspę, po raz pierwszy zetknął się z Castro i należał do tych intelektualistów latynoskich, którzy stanęli po stronie Fidela, a nie obalonego Batisty.
W 1960 r. mieszka w Hawanie jako korespondent, jest świadkiem, jak zimna wojna coraz bardziej spycha Castro w objęcia ZSRR, jak narastają wpływy komunistów na Kubie. Gabo tego nie akceptuje, większość czasu spędza w Meksyku i aż do 1975 r. nie może otrzymać wizy kubańskiej (także amerykańskiej, którą dostał, by odebrać doktorat honoris causa Uniwersytetu Kolumbia).
Wtedy jeszcze Gabo i Fidel nie byli przyjaciółmi. Marquez nadal wierzył w socjalizm, ale niejako system „wprowadzany bez skrupułów", który coraz mniej przypominał mu socjalizm wyśniony. Wciąż wierzył, że socjalizm jest dobrym i możliwym rozwiązaniem dla Ameryki Łacińskiej. Były lata 70., idee bliskie Marquezowi, idee socjalizmu demokratycznego i lokalnego, usiłował wprowadzić w życie Salvadore Allende w Chile. Obalenie Allendego przez wojsko, przy pomocy USA, Gabo mocno przeżył. Napisał o tym książkę „Na fałszywych papierach w Chile", którą Pinochet kazał publicznie spalić w 1987 r. w swoim rodzinnym i pięknym mieście Valparaiso.
Literat-dyrektor i poeta-redaktor
Na Kubie tymczasem dekada lat 60. to okres dokręcania śruby, blokady amerykańskiej, komunizowania wyspy, a także narastającego napięcia pomiędzy władzą a inteligencją. Castro narzucił artystom zasadę: W ramach rewolucji - wszystko, przeciwko rewolucji - nic. Wielu intelektualistów oraz ludzi kultury, którzy byli przyjaciółmi Marqueza, nie mogło tego znieść, część trafiła do aresztu. Była to ciężka próba dla kolumbijskiego pisarza i jego przyjaźni z Castro. Symboliczna dla tamtego okresu była tzw. sprawa Heberta Padilli, nieprawomyślnego poety i publicysty. Opublikował on w 1968 r. zbiór krytycznych wierszy „Poza grą", a także wziął w obronę znanego pisarza Guillermo Cabrera Infante.
„Obecna sytuacja na Kubie sprawia - pisał Padilla - że zwykły pisarz nie może skrytykować powieściopisarza - wiceprzewodniczącego (Krajowej Rady do Spraw Kultury), gdyż narazi się na ataki literata-dyrektora i poetów-redaktorów przyczajonych za zasiekami tej szczególnej redakcji". Padilla, ale nie on jedyny, stracił pracę, paszport, został uznany za wroga rewolucji, a więc wroga Kuby. Fidel nazwał go nielojalnym kłamcą.
Najwybitniejsi pisarze latynoskiego boomu, m.in. Julio Cortazar, Carlos Fuentes, Vargas Llosa i Garcia Marquez (wtedy jeszcze był po ich stronie), wystosowali wówczas telegram w obronie Padilli do władz kubańskich, ale otrzymali zdawkową i arogancką odpowiedź. W 1971 r. Padilla wraz z żoną poetką został aresztowany.
Atmosfera na Kubie i wokół Kuby była ciężka, ponieważ Castro zdecydowanie poparł inwazję wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. Wielu wybitnych intelektualistów sympatyzujących dotychczas z rewolucją kubańską (Sartre, Octavio Paz, Carlos Fuentes, Vargas Llosa) wystosowało list w obronie pisarza. Ponieważ Garcia Marquez zaczął wówczas dystansować się od krytyków Castro, nie jest jasne, czyjego podpis widniał pod listem. Krążą różne wersje - podpisał, jego podpisano, ponieważ „było jasne, że podpisze", jego odpowiedź do autorów listu nie dotarła w porę, uchylił się od podpisania. „Jak było naprawdę, nie dowiemy się nigdy" - piszą autorzy książki „Gabo i Fidel". Gabo twierdzi, że listu nie podpisał.
Tymczasem Heberto Padilla, zwolniony z wiezienia, popełnił polityczne harakiri: ogłosił czołobitną samokrytykę: „Nie będę wymieniał, ile razy byłem niesprawiedliwy i niewdzięczny wobec Fidela. Nigdy nie przestanę tego żałować".
Ta popisowa farsa, jak piszą Esteban i Panichelli, miała zawrócić inteligencję ze złej drogi, ale jeszcze bardziej podzieliła intelektualistów latynoskich. Podczas kiedy Vargas Llosa napisał list, w którym wyrażał wstyd i złość, Julio Cortazar i Garcia Marquez odmawiają jego podpisania. „Przypadek Padilli z wielkim hukiem położył kres jedności intelektualistów latynoamerykańskich" - mówił znany pisarz chilijski Jose Donoso. Ten rozłam trwa do dziś. Castro dzieli Kubę, dzieli Amerykę Łacińską, świat zachodni, świat iberyjski, dzieli nawet Unię Europejską.
„Każdy, kto pojedzie na Kubę, spotka tam osoby, które chociaż przez całe życie spotykały się z biedą, traktują Castro jak małego Boga. Inni zaś, chociaż żyje im się średnio, a nawet nie najgorzej, nie są w stanie powstrzymać się od pogardliwych gestów, za każdym razem, gdy widzą go w telewizji" - piszą Esteban i Panichelli.
Mój brat Fidel
Autor „Stu lat samotności" na pewno należy do grona tych pierwszych. Dlaczego jeden z największych współczesnych pisarzy, znający świat, laureat Nagrody Nobla, jest taki wiernym przyjacielem Castro i Kuby? Kiedy w Hollywood zaoferowano mu milion dolarów za prawa filmowe do „Stu lat samotności", zażądał dwóch milionów: jednego dla siebie, a drugiego na rzecz Kuby.
Ciepłe uczucia Marqueza płyną z jego sympatii ideowych i osobistych. Nigdy nie skrywał, że ma poglądy lewicowe i antyimperialistyczne (po inwazji na Czechosłowację pisał o dwóch imperializmach - amerykańskim i radzieckim), a także z fascynacji osobą Fidela (w 1958 r. opublikował artykuł „Mój brat Fidel") i władzą w ogóle. W II połowie XX w., kiedy tematem literatury jest wolność jednostki w epoce totalitaryzmów, dla Marqueza wolność oznacza przede wszystkim wolność kontynentu. „Ja krytykuję go (Castro) prywatnie, ale publicznie nigdy" - mówi. I dodaje: „Dla naszych krajów problemem jest suwerenność, autonomia i Kuba jest suwerenna".
Ryszard Kapuściński, który dobrze zna Marqueza, radzi, żeby nie ideologizować związku Marqueza i Castro. Że obaj są lewicowi? Każdy, kto jest kimś w Ameryce Łacińskiej, jest lewicowy, przynajmniej w tym sensie, że jest antyamerykański. Nie należy wyrywać stosunków Marquez-Castro z kontekstu. Marquez ma tę słabość, że lubi wspomnieć, iż był ostatnim człowiekiem przyjętym przez Mitterranda, był u prezydenta Meksyku czy Argentyny. To wynika z jego awansu, z tego, że wywodzi się z nizin, z małego miasteczka, to trochę poza, a trochę fakt, że ma dwie dusze. W dzień pracował jako reporter, a wieczorem brał prysznic, wkładał czystą koszulę i szedł na salony. Lubi być na świeczniku, władza mu imponowała, ale i jest jego tematem. To o tym jest „Jesień patriarchy". Jego przyjaźń z Castro to sztucznie wydzielony temat - tłumaczy Kapuściński.
Marquez, podobnie jak jego przeciwnik Vargas Llosa i wielu twórców latynoskich, jest zaangażowany politycznie, ponieważ rzeczywistość Ameryki Łacińskiej do tego zmusza. Vargas Llosa kandydował nawet na stanowisko prezydenta Peru (przegrał wybory), a Marquezowi dwukrotnie proponowano stanowisko prezydenta Kolumbii („Jestem na to za poważny" - odpowiedział). Esteban i Panichelli uważają, że autor „Miłości w czasach zarazy" jest najpotężniejszym politykiem bez teki w Ameryce Łacińskiej, a może i na całym Zachodzie. Ciężar gatunkowy obu przyjaciół, Fidela i Gabo, z biegiem lat się zmienił. Z młodego dziennikarza i pisarza zafascynowanego rewolucją i jej przywódcą Marquez wyrósł na postać numer jeden Ameryki Łacińskiej. Choć on sam uważa chyba, że jest postacią numer dwa.
Krytycy winią go za przesadną fascynację światem władzy. „Gabo przepada za prezydentami. Moja żona uwielbia się z nim drażnić i mówi, że jemu staje nawet na widok wiceministra" - pisze Lee Anderson.
Nawet gdyby te złośliwości były prawdziwe, to nie wyjaśniają jednak, dlaczego Marąuez czuje się przyjacielem Castro, a nie starał się o rękę Batisty, Perona czy Pinocheta. To już nie wynika z fascynacji każdą władzą, ale z uznania dla rewolucji. Od 1975 r. Gabo jest zaangażowany w politykę. „Co ja mam zrobić z tą sławą? Kurwa! - powiedziałem sobie. - Zrobię z niej użytek w polityce. Niech służy latynoamerykańskiej rewolucji" -ogłosił w 1975 r.
Słabość Marqueza do rewolucji kubańskiej i jej wodza jest dla niego kosztowna. Muszą go boleć co najmniej trzy rany: rana w głowie każe mu bronić przyjaciela i systemu, za który on ręczy. Rana w sercu, gdy dochodzą go głosy pokrzywdzonych, którzy pokazują swoje blizny na ciele i duszy. I rana, jaką jest kłamstwo - kłamstwo kubańskich władz, które negują wszystko, oraz kłamstwo wychodźców, którzy wszystko wyolbrzymiają - piszą Esteban i Panichelli. Oni sami uważają, że Marquez posunął się za daleko i niepotrzebnie „robi z siebie głupca nie będąc nim". Ale też trzeba przyznać, że czytelnicy na szerokim świecie wybaczają mu tę słabość.


wprost.gif

Książka ta narodziła się z podwójnej fascynacji: Kubą i literaturą, miejscem na ziemi i twórczością laureata Nagrody Nobla, charyzmatycznym politykiem i jego najbliższym przyjacielem. Przybliża sekrety przyjaźni mocnej jak stal. Opowiada o fźyciu Fidela Castro i Gabriela G. Marqueza (dla przyjaciół: GABO) o ich wzlotach i upadkach.
O przyjaźni osobistej, politycznej, literackiej.


pani.gif

MÓJ PRZYJACIEL DYKTATOR

„Relacja między Fidelem i Gabem jest tak ludzka, że należałoby na jej podstawie sformułować teorię przyjaźni" - stwierdził kiedyś hiszpański pisarz Manuel Vasquez Montalban. Dwoje naukowców - Angel Esteban i Stephanie Panichelli - napisało więc o tym książkę. Mniej w niej teorii, więcej faktów; emocji, historii, wreszcie kontrowersji, które budzi przyjaźń pisarza Gabriela Garcii Marąueza z dyktatorem Fidelem Castro.
[AB]


rzeczpospolita.gif

Co łączy dyktatora Fidela Castro z autorem „Stu lat samotności", jednej z największych powieści wszechczasów

KRZYSZTOF MASŁOŃ

Może zainteresowania literackie, co obaj sugerują, wywołując uzasadnione niedowierzanie, może dzielenie komunistycznych przekonań, z czym nie zgadzają się wierni czytelnicy Gabriela Garcii Marqueza, pamiętający, co pisał o systemie sowieckim, a może zwyczajna, męska przyjaźń, co z kolei wygląda na tłumaczenie nazbyt infantylne? Tylko jak zapomnieć o wszystkich zbrodniach słynnego El Commandante. które w jakiejś mierze obciążają też sławnego pisarza, zawsze gotowego usprawiedliwiać je wyższymi racjami, a gdy kompletnie brakuje argumentów - odwołującego się do przyjaźni właśnie lub... milczącego.
Są niemal rówieśnikami Gabriel nazywany Gabo. ma 79 lat. Fidel w sierpniu skończy 80. Pierwszy raz w żydu mogli się widzieć w kwietniu 1943 roku na ulicach Bogoty, w trakcie rozruchów, jakie wy bucbły po zamordowaniu kandydata na prezydenta Jorge Gaitana, co dało początek długotrwałej i wyniszczającej wojnie domowej. Anegdota autorstwa Fidela Castro (!) przywołuje obraz mężczyzny z rozpaczą okładającego pięściami maszynę do pisania. Aby oszczędzić mu tego wielkiego i oryginalnego wysiłku - wspomina Castro - rzuciłem maszynę tak wysoko, że spada jąc na cementowaną ulicę rozpadła się na kawałki" Człowiekiem z maszyną do pisania był Gabriel Garcia Marquez. Jest to oczywiście, prawdziwe zmyślenie. Osobiście obaj poznali się dopiero w 1977 roku po powrocie Marqueza z Angoli (...)

Kto to powiedział, że nasi przyjaciele świadczą o nas?


przeglad.gif

Historia długiej znajomości dwóch wielkich osobowości: Fidela Castro i Gabriela Garcii Marqueza. Autorzy prześledzili losy przyjaźni tych najbardziej znanych postaci Ameryki Łacińskiej. Dowodzą, że nie była ona bezkonflikowa, niekiedy była wręcz szorstka, co więcej, nie są bezkrytyczni wobec samych bohaterów swojej książki. Analizują także, czy w bogatej twórczości pisarza można znaleźć ślady rozmów między nim a Catro. Czy przywódca Kuby wywarł na niej piętno i czy w polityce Fidela da się zauważyć świat, jaki kreśli jeden z najwybitniejszych współczesnych prozaików?
Książka godna jest polecenia nie tylko miłośnikom literatury iberoamerykańskiej, ale również historii i nauk politycznych, praca Estebana i Panichelli przynosi bowiem wiele wiedzy nie tylko na temat Castro i Marqueza czy Kuby, ale całej Ameryki Łacińskiej.

PD

Więcej z kategorii